Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Refleksje

Cyfrowy minimalizm w praktyce: Mój rok bez powiadomień.

"W tym artykule podsumowuję prawie rok życia bez mediów społecznościowych, powiadomień i ciągłego korzystania z telefonu. Opisuję, jak cyfrowy minimalizm poprawił moją koncentrację, spokój i podejście do codziennych obowiązków, ale jednocześnie ujawnił problem ciągłej potrzeby zajmowania czymś wolnego czasu. Z czasem zauważyłem, że nie każda aktywność musi mieć konkretny cel, sens czy przynosić efekty." Prawie rok bez social mediów - co się zmieniło? Cześć. Mija prawie rok od założenia tego bloga i mojego oficjalnego przejścia na emeryturę z internetu. No dobra, może nie całkiem ale powiedziałbym, że zostałem takim trochę dziadem w internecie. Od prawie roku nie mam właściwie żadnych profili na portalach społecznościowych i aplikacjach typu LinkedIn, pozbyłem się nawet tych wszystkich trywialnych rzeczy, czyli powiadomień w telefonie, zegarku i innych urządzeniach, które informowały mnie o tym, że ktoś właśnie coś polubił, odpisał albo że a...

Katharsis w trzech akordach: Moja nostalgia w muzyce.

"W tym wpisie piszę o tym, jak muzyka i piosenki potrafią wywołać moje katharsis: emocjonalne uwolnienie. To osobista refleksja o nostalgii, muzyce i zapominaniu, że słuchanie też ma wartość." Włącz dzisiaj jakąś starą piosenkę. Nie tę, którą słyszałeś miesiąc temu. Tylko utwór, który kiedyś znałeś na pamięć. Taki, przy którym siedziałeś w swoim pokoju, patrząc przez okno. Taki, który leciał w słuchawkach podczas powrotów do domu. Taki, który przez pewien czas był częścią ciebie. Nie rób przy tym niczego. Dzisiaj. Współczesny świat odebrał mi chyba umiejętność słuchania ale nie dlatego, że muzyki jest mniej czy coś, bo jest wręcz odwrotnie. Myślę sobie.. że potrafię grać na kilku instrumentach. Potrafię tworzyć muzykę. Nie jestem w tym wybitny, ale wystarczająco dobry, żeby odgrywać melodie, które lubię. Rozumiem jej konstrukcję, sły...

Tęsknię za kilkoma chwilami, które zdarzyły się w dzieciństwie.

Człowiek przestaje mówić było świetnie albo było fatalnie i zaczyna mówić było różnie, ale pewne chwile były naprawdę piękne. Mam czasem takie chwile, że bardziej niż w przyszłość, patrzę w bok - w jakąś szczelinę w czasie, przez którą na chwilę zaglądam do dawnych lat. W ciągu dnia albo wieczorem potrafi mnie nagle złapać wspomnienie tak gęste, że dosłownie czuję, jakbym na kilka sekund się tam przeniósł. Nie tylko obraz, ale też światło, zapach i spokój, którego dzisiaj trochę mi brakuje. Lata 90. Widzę swój pokój, ładnie oświetlony przez wpadające smugi letniego słońca. Ciepło dnia rozlewa się po ścianach, kurz tańczy w powietrzu, a ja siedzę gdzieś między łóżkiem a telewizorem, w świecie, w którym największym problemem jest to, czy dziś zagram jeszcze jedną planszę, czy już wyjść na podwórko. Za chwilę scena się zmienia: zeskakuję po schodach, wybiegam na dwór, ktoś krzyczy, że gramy, ktoś się huśta na huśtawce, ktoś zbiega ze ślizgawki (pamiętam nawet ten odgłos) , kt...

Czuję się na 25 lat ale kolano wie swoje.

Mam 40+ lat i dalej czuję się na jakieś 25. Nie wiem, czemu akurat tyle - może to ostatni wiek, kiedy człowiek ma jeszcze w miarę świeży entuzjazm, ale już nie jest kompletnie głupi. W każdym razie w środku nadal mam dwadzieścia parę, tylko ciało coraz częściej przypomina mi, że ma własny kalendarz. Z perspektywy czasu widzę, że byłem chaotyczny, lekkomyślny, taki "wszystko naraz" . Dziś łapię się na tym, że szukam spokoju, zaczynam bardziej świadomie dozować emocje, wyciszać się. Nie wiem czy to chwilowe czy już długotrwałe.. Gry, które straciły magię Jako dzieciak dostałem PC‑ta około 14 roku życia. Granie, instalowanie, defragmentacja, formatowanie, ponowne instalowanie, sprawdzanie, itp. Dzięki temu dzisiaj naprawdę nieźle ogarniam komputery, sprzęt i internet, bo całe dojrzewanie spędziłem na grzebaniu w systemie i sprzęcie. No bo wiesz, gra nie działa, a grać się chce. Mama mówi: Spać! A ja: Mama, jeszcze tylko 10 minut. Wtedy też obiecywałem sobie, że ja...

Bycie "na czasie", które nic nie zmienia.

Nie jestem już na bieżąco. Od ponad pół roku żyję w równoległym wszechświecie: bez newsów, bez pasków grozy i bez " pilne " co pięć minut. Zero tvn, tvp, wp, onetu, polsatu, itp. Żadnych pasków o katastrofach, żadnych ekspertów od wszystkiego. Facebook, LinkedIn wyłączone, wyciszone yyy.. właściwie to usunięte . I nie tylko niczego mi nie brakuje. Ja nawet nie czuję potrzeby tam zaglądać - co jest o tyle ciekawe, że kiedyś sprawdzałem newsy częściej niż lodówkę. Jak tak sobie patrzę wstecz, to całe wcześniejsze bycie na bieżąco dawało mi mniej więcej tyle, że mogłem w rozmowie z randomowym człowiekiem w pracy, wtrącić jedno zdanie więcej. - "No widziałem, widziałem, straszne co się dzieje w... " I tu wstaw sobie dowolny kraj lub miasto.. i masz większość rozmów przy kawie, ogarnięte bez wysiłku. Po takiej wymianie zdań i tak nic się nie zmieniało. On miał swoje zdanie, ja swoje, świat szedł dalej. Jedyna różnica była taka, że miałem wyższe ciśnieni...

AI kontra własna głowa

Czy da się jeszcze odzyskać sprawczość? Nie pracuję z kodem codziennie ale jak już pracuję, to od jakiegoś czasu łapię się na pewnej rzeczy. Niby rozwiązuję problemy szybciej niż kiedykolwiek, niby mam pod ręką narzędzia, o których jeszcze kilka lat temu mogliśmy tylko pomarzyć, a mimo to coraz częściej pojawia się w głowie mała, niepokojąca myśl: czy ja właściwie zapamiętuję jeszcze cokolwiek z tego, co robię? Rozwiązania pojawiają się błyskawicznie. Problem, prompt, odpowiedź i gotowy kod. Trzydzieści sekund i jedziemy dalej. Tylko że kiedy wracam do podobnego problemu tydzień później, orientuję się, że nie pamiętam ani rozwiązania, ani nawet drogi, która do niego prowadziła. Zostaje tylko wrażenie, że gdzieś to już widziałem. Płytki umysł. Kiedy zacząłem się nad tym zastanawiać, przypomniała mi się książka "Płytki umysł" Nicolasa Carra , który opisywał, że internet, zamiast tylko rozszerzać nasze możliwości, zaczyna też powoli zmieniać sposób, w jaki działa...

Pięć gwiazdek do średniości

Gwiazdki prawdę ci powiedzą? Niekoniecznie. Zacznijmy od banału, który wszyscy znamy: oceny są subiektywne . I dopóki to zdanie brzmi jak cytat z podręcznika, wszystko jest w porządku, bo brzmi mądrze i niegroźnie. Gdy uświadomimy sobie konsekwencję tego banału, to zauważamy, że oceny nie mierzą żadnej jakości.. tylko mierzą ludzi. Kiedy weganin idzie do restauracji, w której nie ma ani jednej opcji wege, to bardzo rzadko wychodzi z myślą: " to nie miejsce dla mnie, świat jest różnorodny, idę dalej" . On raczej wychodzi z poczuciem bycia zlekceważonym, które po powrocie do domu materializuje się w postaci jednej gwiazdki i komentarza o braku szacunku. I z jego perspektywy to jest uczciwe, bo przecież ocenia swoje doświadczenie, a doświadczenie było złe. Dokładnie ten sam mechanizm uruchamia się po drugiej stronie, kiedy mięsożerca wpada do modnego baru z sałatkami, hummusem i kombuchą. Przegląda menu w poszukiwaniu czegokolwiek, co choćby symbolicznie przypomin...

Babciu..

Ostatnio pochowałem Cię, Babciu.. Byłaś cudowną kobietą. Miałaś 92 lata, a trzymałaś się tak, że dobrze to zdecydowanie za małe słowo. Naprawdę myślałem, że dożyjesz 120 - byłaś tak świadoma, tak rozumna, tak obecna. Zawsze uważałem Cię za osobę, która mimo wieku myśli podobnie jak ja. Bez tej "starczej etykietki", którą ludzie czasem komuś przyklejają: że ledwo chodzi, wszystko robi powoli, już nic nie potrafi, trzeba go wyręczać. Ty byłaś zaprzeczeniem tych stereotypów. Byłaś ciepła. Spokojna. Opiekuńcza. Nigdy nie pamiętam Cię złej - raczej z tym Twoim spokojnym uśmiechem, który mówił więcej niż długie rozmowy. Mówiłaś do mnie "synku", a ja naprawdę czułem do Ciebie coś jak do mamy. Nie jak do babci, którą się kocha, tylko jak do mamy, która po prostu jest i stoi za tobą murem, nawet kiedy nic nie mówi. Czułem, że jesteś ze mnie dumna. I to było dla mnie ważne, bo w Twoich słowach nigdy nie było pustej porady. To była otucha. Taka prawdziwa, życiowa...

Zdecentralizowana nadzieja i 22 tokeny cierpliwości

Jakiś rok temu kupiłem sobie trochę tokenów na Ethereum. nie jakiegoś garażowego projektu z Discorda , tylko dużego, znanego podmiotu. Wiesz - takiego z portfelem gier, partnerstw, finansowania i grubych komunikatów prasowych. Znam spółkę, jest na giełdzie, zresztą w krypto jestem od 2017r., więc to nie był skok na ślepo. Podmiot o utartej, ugruntowanej pozycji. Wszystko wyglądało jak zawsze - poważnie. Pomyślałem: okej, to już nie dziki zachód - wchodzę. Skoro jest znane logo, rada nadzorcza i strona "About Us" dłuższa niż regulamin konkursu w Lidlu, to przecież nie może się nie udać. Projekt kręcił się ( i nadal kręci ) wokół zdecentralizowanej tożsamości. Masz unikalny w skali ZIEMI, swój jedyny ID, logujesz się nim do ekosystemu, łupisz w gry, rozwiązujesz ankiety i zbierasz punkty reputacji jak w Black Mirror. Nawet było KYC!  Brzmiało sensownie. Tożsamość. Reputacja. Przyszłość Internetu. Nie kupowałem marzeń, raczej dostęp do systemu. Zadzia...

Patrzę na swoje wspomnienia jak Dende na Ziemię

Oglądam Dragon Balla Oglądam, bo kiedy widzę pojedyncze kadry - te nieruchome sceny z lekko rozmytym tłem, z kolorem, który nie jest ani do końca czysty, ani do końca brudny - mam wrażenie, że dokładnie tak wygląda moja pamięć; jakby ktoś specjalnie nie chciał jej wyostrzać, żeby nie zepsuć klimatu. Ostatnio trafiłem na odcinek, w którym Dende stoi w Boskim Pałacu i patrzy z góry na Ziemię. Nagle  przez krótką chwilę, poczułem to coś, jakbym był znowu dzieckiem - to było przyjemne uczucie. Bo ja swoje dzieciństwo widzę dokładnie tak samo - jako piękne bezkresne niebo, pod którym wszystko się wydarzyło ale do którego nie da się już zejść. Mogę sobie tylko patrzeć..  Wiem, że bajki z tamtych lat nie były technicznie dobre, nie miały tej krystalicznej ostrości, płynności klatek, dopieszczonych szczegółów. Miały to coś innego, ten sentymentalny "filmowy" efekt, którego dziś nie potrafię nazwać, ale wiem, że to on sprawia, że wspomnienia nie są ostre, ty...

Mój hejt nie zaczął się w internecie

Mój hejt, nie zaczął się w internecie w komentarzach pod artykułami ani na żadnym portalu, gdzie ludzie kłócą się o wszystko, od polityki, po to jak prawidłowo obierać ogórka. On zaczął się dużo wcześniej: w pracy, przy porannej kawie, w miejscu, które z założenia miało być neutralne, a w praktyce działało jak codzienna aktualizacja systemu operacyjnego pod nazwą wkurw.exe . I tak, ten wpis będzie nieco dłuższy, dotyczy hejtu - i hejtu w internecie. Możemy go później przedyskutować, ale pozwól, że zacznę od opowiedzenia swojej historii. Ta historia nie jest tylko o pracy - to historia o tym, skąd bierze się hejt, jak działa w małych grupach i dlaczego hejt w internecie jest tylko jego cyfrową wersją na sterydach. Poranna instalacja pogardy Na początku to w ogóle nie wyglądało groźnie. Ja byłem nowy, któryś z kolei w rotacji kadrowej, więc naturalnie szukałem miejsca, gdzie można usiąść, wypić kawę, pogadać z ludźmi i nie czuć się jak NPC w tutorialu do nowej gry. Był p...
🔐 Portfele BRC-100 / BSV
Połącz kompatybilny portfel BSV z tym blogiem.
🟢 Portfel połączony
Identity Public Key