Przejdź do głównej zawartości

Posty

Pięć gwiazdek do średniości

Gwiazdki prawdę ci powiedzą? Niekoniecznie. Zacznijmy od banału, który wszyscy znamy: oceny są subiektywne . I dopóki to zdanie brzmi jak cytat z podręcznika, wszystko jest w porządku, bo brzmi mądrze i niegroźnie. Gdy uświadomimy sobie konsekwencję tego banału, to zauważamy, że oceny nie mierzą żadnej jakości.. tylko mierzą ludzi. Kiedy weganin idzie do restauracji, w której nie ma ani jednej opcji wege, to bardzo rzadko wychodzi z myślą: " to nie miejsce dla mnie, świat jest różnorodny, idę dalej" . On raczej wychodzi z poczuciem bycia zlekceważonym, które po powrocie do domu materializuje się w postaci jednej gwiazdki i komentarza o braku szacunku. I z jego perspektywy to jest uczciwe, bo przecież ocenia swoje doświadczenie, a doświadczenie było złe. Dokładnie ten sam mechanizm uruchamia się po drugiej stronie, kiedy mięsożerca wpada do modnego baru z sałatkami, hummusem i kombuchą. Przegląda menu w poszukiwaniu czegokolwiek, co choćby symbolicznie przypomin...

Szklane ściany decentralizacji

Smart kontrakty, czyli beton z kodu. Smart kontrakty to w teorii prosta sprawa: program, który sam wykonuje zasady na blockchainie. Jeśli w kodzie stoi wypłać - wypłaci. Jeśli stoi nie wypłacaj  - odpowie cisza. To brzmi jak przewaga nad światem ludzi: zero uznaniowości, zero kombinowania, czysta matematyka, bez poczucia kontekstu. Nie obchodzi jej, że kliknąłeś nie ten przycisk, że interfejs był mylący albo że ktoś wykorzystał lukę, o której istnieniu nie miałeś pojęcia. Taki smart kontrakt zrobi dokładnie to, co w nim zapisano. Nawet jeśli to głupie, nawet jeśli kosztuje miliony, to nic, bo " System działa prawidłowo ". Szklany sejf i tłum przed szybą Nawet da się w to uwierzyć: kod jest jawny, zasady są jawne i każdy może to sprawdzić. Jawność przypominająca szklaną ścianę w biurowcu: wszystko widać a Ty nic nie możesz zrobić. Stoisz sobie i patrzysz, jak inni przesuwają pionki. Kod takiego smart kontraktu jest przecież publiczny. Możesz go nawet czytać do...

Babciu..

Ostatnio pochowałem Cię, Babciu.. Byłaś cudowną kobietą. Miałaś 92 lata, a trzymałaś się tak, że dobrze to zdecydowanie za małe słowo. Naprawdę myślałem, że dożyjesz 120 - byłaś tak świadoma, tak rozumna, tak obecna. Zawsze uważałem Cię za osobę, która mimo wieku myśli podobnie jak ja. Bez tej "starczej etykietki", którą ludzie czasem komuś przyklejają: że ledwo chodzi, wszystko robi powoli, już nic nie potrafi, trzeba go wyręczać. Ty byłaś zaprzeczeniem tych stereotypów. Byłaś ciepła. Spokojna. Opiekuńcza. Nigdy nie pamiętam Cię złej - raczej z tym Twoim spokojnym uśmiechem, który mówił więcej niż długie rozmowy. Mówiłaś do mnie "synku", a ja naprawdę czułem do Ciebie coś jak do mamy. Nie jak do babci, którą się kocha, tylko jak do mamy, która po prostu jest i stoi za tobą murem, nawet kiedy nic nie mówi. Czułem, że jesteś ze mnie dumna. I to było dla mnie ważne, bo w Twoich słowach nigdy nie było pustej porady. To była otucha. Taka prawdziwa, życiowa...

KILLING SATOSHI

Kiedy Hollywood bierze się za Bitcoina, wiadomo że będzie pościg. Nie planowałem pisać o filmie. Naprawdę. Mam wystarczająco dużo innych rzeczy na głowie, żeby jeszcze zajmować się Hollywood. Są jednak takie momenty, kiedy popkultura puka do drzwi mojej bańki informacyjnej i mówi: "Siema, teraz my będziemy opowiadać znaną Ci historię". Nie ma wyjścia - musiałem usiąść i sprawdzić, czy to będzie opowieść, czy bajka z morałem dla inwestorów detalicznych. Kiedy usłyszałem o filmie " Killing Satoshi ", nie zareagowałem jak fan kina. Zareagowałem jak człowiek, który widzi, że ktoś właśnie bierze jego rzeczywistość, wrzuca ją do blendera i próbuje zrobić z tego thriller.  Bo umówmy się - dla przeciętnego widza Bitcoin to nadal: magia + przestępcy + wykres na giełdzie Dla ludzi z branży to infrastruktura, eksperyment zaufania w historii internetu, a tu nagle, Hollywood mówi, że zrobią film o Bitcoinie. No to chwila. Stop. Zanim ktoś wyjdzie z kina i zacznie...

Zdecentralizowana nadzieja i 22 tokeny cierpliwości

Jakiś rok temu kupiłem sobie trochę tokenów na Ethereum. nie jakiegoś garażowego projektu z Discorda , tylko dużego, znanego podmiotu. Wiesz - takiego z portfelem gier, partnerstw, finansowania i grubych komunikatów prasowych. Znam spółkę, jest na giełdzie, zresztą w krypto jestem od 2017r., więc to nie był skok na ślepo. Podmiot o utartej, ugruntowanej pozycji. Wszystko wyglądało jak zawsze - poważnie. Pomyślałem: okej, to już nie dziki zachód - wchodzę. Skoro jest znane logo, rada nadzorcza i strona "About Us" dłuższa niż regulamin konkursu w Lidlu, to przecież nie może się nie udać. Projekt kręcił się ( i nadal kręci ) wokół zdecentralizowanej tożsamości. Masz unikalny w skali ZIEMI, swój jedyny ID, logujesz się nim do ekosystemu, łupisz w gry, rozwiązujesz ankiety i zbierasz punkty reputacji jak w Black Mirror. Nawet było KYC!  Brzmiało sensownie. Tożsamość. Reputacja. Przyszłość Internetu. Nie kupowałem marzeń, raczej dostęp do systemu. Zadzia...