To może wyglądać jak zrzędzenie, ale nie, to tylko kolejny przykład absurdów dzisiejszego internetu. Miałem ( bo już nie mam ) w znajomych na FB ludzi, których widziałem raz w życiu. Ktoś z wesela sprzed 15 lat, kolega kolegi z pracy, typ z kursu, na którym byłem pół dnia. Nigdy z nimi nie gadałem, ale z jakiegoś powodu siedzieli mi w kontaktach, jakbym miał im kiedyś pożyczać wiertarkę. No więc zbierałem dalej. Patrzę znajoma twarz - klik i "dodaj do znajomych", bez większego sensu. Tak z pewnością robiło wiele osób, gdy powstał FB i po raz pierwszy rejestrował się na platformie. A potem przychodzi moment, w którym ktoś spośród nas, zakłada biznes i nagle patrzy na tę listę jak na coś więcej niż przypadkowy zbiór ludzi. No przecież tyle lat mówiono nam, że liczby mają znaczenie, to trudno się dziwić, że zaczynamy wierzyć, że biznes też się z nich robi. I tak powstają te wszystkie profile firmowe, które istnieją głównie dlatego, że powinny istnieć. Jakby sa...