Przejdź do głównej zawartości

Posty

Patrzę na swoje wspomnienia jak Dende na Ziemię

Oglądam Dragon Balla Oglądam, bo kiedy widzę pojedyncze kadry - te nieruchome sceny z lekko rozmytym tłem, z kolorem, który nie jest ani do końca czysty, ani do końca brudny - mam wrażenie, że dokładnie tak wygląda moja pamięć; jakby ktoś specjalnie nie chciał jej wyostrzać, żeby nie zepsuć klimatu. Ostatnio trafiłem na odcinek, w którym Dende stoi w Boskim Pałacu i patrzy z góry na Ziemię. Nagle  przez krótką chwilę, poczułem to coś, jakbym był znowu dzieckiem - to było przyjemne uczucie. Bo ja swoje dzieciństwo widzę dokładnie tak samo - jako piękne bezkresne niebo, pod którym wszystko się wydarzyło ale do którego nie da się już zejść. Mogę sobie tylko patrzeć..  Wiem, że bajki z tamtych lat nie były technicznie dobre, nie miały tej krystalicznej ostrości, płynności klatek, dopieszczonych szczegółów. Miały to coś innego, ten sentymentalny "filmowy" efekt, którego dziś nie potrafię nazwać, ale wiem, że to on sprawia, że wspomnienia nie są ostre, ty...

Mój hejt nie zaczął się w internecie

Mój hejt, nie zaczął się w internecie w komentarzach pod artykułami ani na żadnym portalu, gdzie ludzie kłócą się o wszystko, od polityki, po to jak prawidłowo obierać ogórka. On zaczął się dużo wcześniej: w pracy, przy porannej kawie, w miejscu, które z założenia miało być neutralne, a w praktyce działało jak codzienna aktualizacja systemu operacyjnego pod nazwą wkurw.exe . I tak, ten wpis będzie nieco dłuższy, dotyczy hejtu - i hejtu w internecie. Możemy go później przedyskutować, ale pozwól, że zacznę od opowiedzenia swojej historii. Ta historia nie jest tylko o pracy - to historia o tym, skąd bierze się hejt, jak działa w małych grupach i dlaczego hejt w internecie jest tylko jego cyfrową wersją na sterydach. Poranna instalacja pogardy Na początku to w ogóle nie wyglądało groźnie. Ja byłem nowy, któryś z kolei w rotacji kadrowej, więc naturalnie szukałem miejsca, gdzie można usiąść, wypić kawę, pogadać z ludźmi i nie czuć się jak NPC w tutorialu do nowej gry. Był p...

RSS nie jest martwe.

RSS: Dobre wino kontra sikany bełt z Biedry. Dzisiejszy internet pewnie by smakował jak sikany bełt: słodki, tani, kolorowy, łatwo wchodzi i następnego dnia boli głowa. Tak teraz jest: scroll, scroll, scroll, reklama, drama, kurs, wojna, piesek, AI, crypto, kolejna reklama, a między tym wszystkim siedzi sobie człowiek - niby obecny ale mentalnie wymęczony. Internet miał nas łączyć, tymczasem połączył głównie reklamy z naszym zmęczeniem. Ostatnio przeglądałem sobie bloga takiego gościa, którego od czasu do czasu czytam. Facet techniczny, konkretny, trochę fizyki, trochę systemów, bez marketingowej piany; ogólnie uważam go za bardzo ogarniętego. Na jego stronie był wpis o tym, że przeprowadził się z San Francisco do mniejszego miasta, potem że odciął się od sociali i informacji z głównego nurtu, a na końcu napisał kilka zdań o RSS i o tym, że trafił na ciekawy blog technologiczny i był zawiedziony, bo nie było w nim linka do RSS.  Miałem takie  "Ooo" .  ...

Going analog: Świadomy trend na 2026

Ramen internetu i ziemniaki analogu. Lubisz ramen? Ja lubię, k-o-c-h-a-m ramen. Ale jeśli jesz ramen trzy razy dziennie, przez pół roku, to w końcu przychodzi ten dzień, kiedy stoisz nad miską i myślisz: "Ja już nie chcę, ja już nie mogę, ja chcę.. ziemniaki" . Tak mniej więcej wygląda moment " going analog ", jak po paru latach tego internetowego żarcia, nagle budzisz się z refluksem informacyjnym, patrzysz w telefon i masz wrażenie, że Twój mózg ma biegunkę. Scroll zamiast myślenia Popatrz na dzisiejszy internet. Serwisy newsowe to taśma produkcyjna treści, social media karmią Cię ściekiem, a generatywne AI dba o to, żeby nigdy Ci nie brakowało treści. Jak robi się zbyt nudno to chociaż obejrzyj: czy to jakiś mem w 6 nowych wersjach, czy to jakiś filmik o hindusie filmującym się przy jadącym pociągu, a może nowy challenge z lizaniem podłogi..? głupot nie brakuje. To nie są informacje , to jest zawartość przemiałowa. Mózg niby coś przeżuwa, ale nic z tego...

Status w życiu: confirmed. Dobra, super, a co dalej?

Mózg mi nie odpisał na e-maila z gratulacjami. Zrobię to najprościej jak umiem, choć chyba prosto nie będzie, bo to tekst o tym, że wszystko jest proste, dopóki mózg dostaje instrukcje co ma robić dalej. U mnie instrukcje zawsze były, checklisty lśniły, dopamina na baczność, a projekty czekały jak pizze na dowóz o 2 w nocy. Tylko że teraz gdy lodówka jest pełna, portfel nie krzyczy o uwagę, mogę wyjść do ulubionej restauracji a powiadomienia mam wyciszone, ja dalej siedzę po nocach i rozkminiam, składam, czytam i analizuję, sklejając coś z niczego, jakbym - jak ten górnik - próbował "wydobyć" nowy blok z własnych oczekiwań, choć nagroda jest już dawno wypłacona. A ja?  (albo mój mózg)  Ciągle nie potrafię tego zatrzymać. Próbowałem poszukać czegoś, z czym się ostatnio mierzę ale nie wiedziałem nawet czego szukać i od czego zacząć. Problem mam taki, że po każdym wow! mój mózg wraca do ustawień fabrycznych i mówi: "fajnie było, ale ja bym jeszcze coś porobił, coś wymyśl...