Przejdź do głównej zawartości

Posty

Załóż stronę WWW

To może wyglądać jak zrzędzenie,  ale nie, to tylko kolejny przykład absurdów dzisiejszego internetu.  Miałem ( bo już nie mam ) w znajomych na FB ludzi, których widziałem raz w życiu. Ktoś z wesela sprzed 15 lat, kolega kolegi z pracy, typ z kursu, na którym byłem pół dnia. Nigdy z nimi nie gadałem, ale z jakiegoś powodu siedzieli mi w kontaktach, jakbym miał im kiedyś pożyczać wiertarkę. No więc zbierałem dalej. Patrzę znajoma twarz - klik i "dodaj do znajomych", bez większego sensu. Tak z pewnością robiło wiele osób, gdy powstał FB i po raz pierwszy rejestrował się na platformie. A potem przychodzi moment, w którym ktoś spośród nas, zakłada biznes i nagle patrzy na tę listę jak na coś więcej niż przypadkowy zbiór ludzi. No przecież tyle lat mówiono nam, że liczby mają znaczenie, to trudno się dziwić, że zaczynamy wierzyć, że biznes też się z nich robi. I tak powstają te wszystkie profile firmowe, które istnieją głównie dlatego, że powinny istnieć. Jakby sa...

Bycie "na czasie", które nic nie zmienia.

Nie jestem już na bieżąco. Od ponad pół roku żyję w równoległym wszechświecie: bez newsów, bez pasków grozy i bez " pilne " co pięć minut. Zero tvn, tvp, wp, onetu, polsatu, itp. Żadnych pasków o katastrofach, żadnych ekspertów od wszystkiego. Facebook, LinkedIn wyłączone, wyciszone yyy.. właściwie to usunięte . I nie tylko niczego mi nie brakuje. Ja nawet nie czuję potrzeby tam zaglądać - co jest o tyle ciekawe, że kiedyś sprawdzałem newsy częściej niż lodówkę. Jak tak sobie patrzę wstecz, to całe wcześniejsze bycie na bieżąco dawało mi mniej więcej tyle, że mogłem w rozmowie z randomowym człowiekiem w pracy, wtrącić jedno zdanie więcej. - "No widziałem, widziałem, straszne co się dzieje w... " I tu wstaw sobie dowolny kraj lub miasto.. i masz większość rozmów przy kawie, ogarnięte bez wysiłku. Po takiej wymianie zdań i tak nic się nie zmieniało. On miał swoje zdanie, ja swoje, świat szedł dalej. Jedyna różnica była taka, że miałem wyższe ciśnieni...

AI kontra własna głowa

Czy da się jeszcze odzyskać sprawczość? Nie pracuję z kodem codziennie ale jak już pracuję, to od jakiegoś czasu łapię się na pewnej rzeczy. Niby rozwiązuję problemy szybciej niż kiedykolwiek, niby mam pod ręką narzędzia, o których jeszcze kilka lat temu mogliśmy tylko pomarzyć, a mimo to coraz częściej pojawia się w głowie mała, niepokojąca myśl: czy ja właściwie zapamiętuję jeszcze cokolwiek z tego, co robię? Rozwiązania pojawiają się błyskawicznie. Problem, prompt, odpowiedź i gotowy kod. Trzydzieści sekund i jedziemy dalej. Tylko że kiedy wracam do podobnego problemu tydzień później, orientuję się, że nie pamiętam ani rozwiązania, ani nawet drogi, która do niego prowadziła. Zostaje tylko wrażenie, że gdzieś to już widziałem. Płytki umysł. Kiedy zacząłem się nad tym zastanawiać, przypomniała mi się książka "Płytki umysł" Nicolasa Carra , który opisywał, że internet, zamiast tylko rozszerzać nasze możliwości, zaczyna też powoli zmieniać sposób, w jaki działa...

Pięć gwiazdek do średniości

Gwiazdki prawdę ci powiedzą? Niekoniecznie. Zacznijmy od banału, który wszyscy znamy: oceny są subiektywne . I dopóki to zdanie brzmi jak cytat z podręcznika, wszystko jest w porządku, bo brzmi mądrze i niegroźnie. Gdy uświadomimy sobie konsekwencję tego banału, to zauważamy, że oceny nie mierzą żadnej jakości.. tylko mierzą ludzi. Kiedy weganin idzie do restauracji, w której nie ma ani jednej opcji wege, to bardzo rzadko wychodzi z myślą: " to nie miejsce dla mnie, świat jest różnorodny, idę dalej" . On raczej wychodzi z poczuciem bycia zlekceważonym, które po powrocie do domu materializuje się w postaci jednej gwiazdki i komentarza o braku szacunku. I z jego perspektywy to jest uczciwe, bo przecież ocenia swoje doświadczenie, a doświadczenie było złe. Dokładnie ten sam mechanizm uruchamia się po drugiej stronie, kiedy mięsożerca wpada do modnego baru z sałatkami, hummusem i kombuchą. Przegląda menu w poszukiwaniu czegokolwiek, co choćby symbolicznie przypomin...

Szklane ściany decentralizacji

Smart kontrakty, czyli beton z kodu. Smart kontrakty to w teorii prosta sprawa: program, który sam wykonuje zasady na blockchainie. Jeśli w kodzie stoi wypłać - wypłaci. Jeśli stoi nie wypłacaj  - odpowie cisza. To brzmi jak przewaga nad światem ludzi: zero uznaniowości, zero kombinowania, czysta matematyka, bez poczucia kontekstu. Nie obchodzi jej, że kliknąłeś nie ten przycisk, że interfejs był mylący albo że ktoś wykorzystał lukę, o której istnieniu nie miałeś pojęcia. Taki smart kontrakt zrobi dokładnie to, co w nim zapisano. Nawet jeśli to głupie, nawet jeśli kosztuje miliony, to nic, bo " System działa prawidłowo ". Szklany sejf i tłum przed szybą Nawet da się w to uwierzyć: kod jest jawny, zasady są jawne i każdy może to sprawdzić. Jawność przypominająca szklaną ścianę w biurowcu: wszystko widać a Ty nic nie możesz zrobić. Stoisz sobie i patrzysz, jak inni przesuwają pionki. Kod takiego smart kontraktu jest przecież publiczny. Możesz go nawet czytać do...