Jestem perfekcjonistą. Tak mi się wydaje - moje przeczucio-odczucie, nie diagnoza, bo dyplomu nie mam. W pracy siedzę sobie w danych, dużo danych, różnych i ciężkich danych ale danych to ja się nie boję, bo danych nie trzeba się bać, trzeba je ogarniać. Poświęcam się, pracę dopieszczam, znam się na tym, to robota idzie mi szybciej jak innym; czytam po kilka razy to, co napisałem i to co wyszło w tabelkach, i pomimo tylu lat dalej staram się dokręcić śrubę do tego, co wymyślam. Jakiś nowy przepływ pracy, żeby zaoszczędzić czegoś powtarzalnego? Nie ma sprawy, zasiedzę się, zrobię. A może uderzę w dane z innej strony? Wow! Zawsze coś nowego, coś ciekawego! Analizuję i wychodzi jakaś niejasność w tekście. Co?! Nie ma mowy: jeśli czegoś nie mogę jasno wytłumaczyć, to muszę jeszcze jaśniej uzasadnić, podać przykłady, rozpisać tok myślowy, dlaczego tak, a nie inaczej - bo niejasny tekst to wróżby spakowa...