Oglądam Dragon Balla Oglądam, bo kiedy widzę pojedyncze kadry - te nieruchome sceny z lekko rozmytym tłem, z kolorem, który nie jest ani do końca czysty, ani do końca brudny - mam wrażenie, że dokładnie tak wygląda moja pamięć; jakby ktoś specjalnie nie chciał jej wyostrzać, żeby nie zepsuć klimatu. Ostatnio trafiłem na odcinek, w którym Dende stoi w Boskim Pałacu i patrzy z góry na Ziemię. Nagle przez krótką chwilę, poczułem to coś, jakbym był znowu dzieckiem - to było przyjemne uczucie. Bo ja swoje dzieciństwo widzę dokładnie tak samo - jako piękne bezkresne niebo, pod którym wszystko się wydarzyło ale do którego nie da się już zejść. Mogę sobie tylko patrzeć.. Wiem, że bajki z tamtych lat nie były technicznie dobre, nie miały tej krystalicznej ostrości, płynności klatek, dopieszczonych szczegółów. Miały to coś innego, ten sentymentalny "filmowy" efekt, którego dziś nie potrafię nazwać, ale wiem, że to on sprawia, że wspomnienia nie są ostre, ty...