Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Social media

O siusiakach piszę z VPN-a.

Internet jest pseudoanonimowy.  Możesz być anonimowy, ale możesz też wcale nie chcieć taki być. Jeden kabel, ten sam router, ten sam komputer - tylko inny zestaw reguł po stronie aplikacji albo w Twojej głowie. W dzień jesteś przyjemnym gościem na poczytnym portalu. Czytasz komentarze, udajesz, że znasz się na temacie, a na czyjąś zaczepkę odpowiadasz uśmiechem :). Wieczorem klikasz connect i wysyłasz w internet swoje przyrodzenie. Wstawiasz zdjęcie kupy i piszesz, że najchętniej zrobiłbyś taką szefowi na biurko. Potem logujesz się na kolejne konto. Wstawiasz zdjęcie zachodu słońca i kilka banałów o tym, że życie to jednak jest fajne. Żadna z tych rzeczy nie musi być sama w sobie zła. Każda z nich może być prawdziwa, ale żadna nie jest całą prawdą o człowieku. W internecie możesz przedstawiać siebie na wiele sposobów, również wtedy, gdy opisujesz własne emocje. Zakładasz maskę, a potem kolejną. Ni...

Nowe platformy społecznościowe, stary internet i problemy też stare.

"W tym artykule przyglądam się temu, dlaczego każda nowa platforma internetowa z czasem zaczyna przypominać poprzednią. Feed, algorytmy, monetyzacja i walka o uwagę wracają jak bumerang, nawet gdy platforma miała być od nich ucieczką." Dobry pomysł, skończył na feedzie. Założyłem konto na Substacku jakiś czas temu, podoba mi się idea tego miejsca. Podstawowe publikowanie jest darmowe, bez opłat i jest za friko newsletter. Wydaje się spoko. Ja piszę. Ktoś zapisuje się na mój newsletter i dostaje tekst prosto do skrzynki. Dlatego nawet dorzuciłem go na bloga bez całej zabawy w ustawianie DNS-ów, serwerów pocztowych itd. No tego, a wiesz co później zrobili ludzie z Substacka? Dodali feed i roleczki 😎 Czyli zje-psuli taką fajną ideę. Wszedłem sobie kilka dni temu na Substacka dorzucić artykuł z bloga i przeczytałem tam tekst jednego gościa - twórcy. Odebrałem go jako klasyczne narzekanie na to, że platforma zaczęła zmieniać mechanikę, ...

Scroll zamiast relacji

Media społecznościowe "łączą ludzi" Ta obietnica nie tyle się spełniła, co wypaliła jak neon.  Social media są większe niż kiedykolwiek ale z każdym rokiem robią się coraz mniej "społecznościowe". Coraz bardziej przypominają fabryki treści , do których czasem wpadają ludzie, ale nikt już nie pamięta po co właściwie wszedł. Od znajomych do taśmy. Pamiętam ( FB już nie posiadam ) jeszcze te czasy, kiedy Facebook był dla znajomych: wchodziłeś, żeby zobaczyć, kto wrzucił zdjęcie z wakacji, kto się właśnie zaręczył, a kto kupił nowe auto. Wtedy wyglądało to jak przedłużenie życia towarzyskiego; czasem się nawet popisało. Jednak ktoś tam w biurze Facebooka, policzył sobie w excelu, że relacje pomiędzy ludźmi nie płacą rachunków. Zaczęły się algorytmy, testy A/B i optymalizacje pod użytkownika. Szybko się okazało, że to czy zobaczysz post koleżanki z pracy, zależy od tego, jak wypada w walce o Twoją uwagę z filmikiem:  "10 szokujących rzeczy, jakie robi...

Załóż stronę WWW

To może wyglądać jak zrzędzenie,  ale nie, to tylko kolejny przykład absurdów dzisiejszego internetu.  Miałem ( bo już nie mam ) w znajomych na FB ludzi, których widziałem raz w życiu. Ktoś z wesela sprzed 15 lat, kolega kolegi z pracy, typ z kursu, na którym byłem pół dnia. Nigdy z nimi nie gadałem, ale z jakiegoś powodu siedzieli mi w kontaktach, jakbym miał im kiedyś pożyczać wiertarkę. No więc zbierałem dalej. Patrzę znajoma twarz - klik i "dodaj do znajomych", bez większego sensu. Tak z pewnością robiło wiele osób, gdy powstał FB i po raz pierwszy rejestrował się na platformie. A potem przychodzi moment, w którym ktoś spośród nas, zakłada biznes i nagle patrzy na tę listę jak na coś więcej niż przypadkowy zbiór ludzi. No przecież tyle lat mówiono nam, że liczby mają znaczenie, to trudno się dziwić, że zaczynamy wierzyć, że biznes też się z nich robi. I tak powstają te wszystkie profile firmowe, które istnieją głównie dlatego, że powinny istnieć. Jakby sa...

Bycie "na czasie", które nic nie zmienia.

Nie jestem już na bieżąco. Od ponad pół roku żyję w równoległym wszechświecie: bez newsów, bez pasków grozy i bez " pilne " co pięć minut. Zero tvn, tvp, wp, onetu, polsatu, itp. Żadnych pasków o katastrofach, żadnych ekspertów od wszystkiego. Facebook, LinkedIn wyłączone, wyciszone yyy.. właściwie to usunięte . I nie tylko niczego mi nie brakuje. Ja nawet nie czuję potrzeby tam zaglądać - co jest o tyle ciekawe, że kiedyś sprawdzałem newsy częściej niż lodówkę. Jak tak sobie patrzę wstecz, to całe wcześniejsze bycie na bieżąco dawało mi mniej więcej tyle, że mogłem w rozmowie z randomowym człowiekiem w pracy, wtrącić jedno zdanie więcej. - "No widziałem, widziałem, straszne co się dzieje w... " I tu wstaw sobie dowolny kraj lub miasto.. i masz większość rozmów przy kawie, ogarnięte bez wysiłku. Po takiej wymianie zdań i tak nic się nie zmieniało. On miał swoje zdanie, ja swoje, świat szedł dalej. Jedyna różnica była taka, że miałem wyższe ciśnieni...

Mój hejt nie zaczął się w internecie

Mój hejt, nie zaczął się w internecie w komentarzach pod artykułami ani na żadnym portalu, gdzie ludzie kłócą się o wszystko, od polityki, po to jak prawidłowo obierać ogórka. On zaczął się dużo wcześniej: w pracy, przy porannej kawie, w miejscu, które z założenia miało być neutralne, a w praktyce działało jak codzienna aktualizacja systemu operacyjnego pod nazwą wkurw.exe . I tak, ten wpis będzie nieco dłuższy, dotyczy hejtu - i hejtu w internecie. Możemy go później przedyskutować, ale pozwól, że zacznę od opowiedzenia swojej historii. Ta historia nie jest tylko o pracy - to historia o tym, skąd bierze się hejt, jak działa w małych grupach i dlaczego hejt w internecie jest tylko jego cyfrową wersją na sterydach. Poranna instalacja pogardy Na początku to w ogóle nie wyglądało groźnie. Ja byłem nowy, któryś z kolei w rotacji kadrowej, więc naturalnie szukałem miejsca, gdzie można usiąść, wypić kawę, pogadać z ludźmi i nie czuć się jak NPC w tutorialu do nowej gry. Był p...

Premium: płacimy, żeby odfiltrować śmieci, które sami karmimy.

Zanim Internet się rozkrzyczał Urodziłem się w czasach, kiedy internet brzmiał jak coś między kotem w wentylatorze a faxem po trzech espresso. Pamiętam czaty na IRC-u, pierwsze fora , księgi gości, loga z gradientem, ping 350 w grach i migoczące banery. To był internet dla ludzi z ciekawością w oczach, człowiek czekał na pobranie gry, załadowanie strony i odkrywał ciekawe miejsca. Potem przyszła era przyspieszenia, szerokopasmowy dostęp do internetu, smartfony, aplikacje, powiadomienia, media społecznościowe. Internet nie czekał już aż go włączysz - on był wszędzie. Tak, kiedyś - jak i chyba większość ludzi - marzyłem, żeby mieć szybki internet, a dzisiaj.. czasem nie wiem co w nim robić. Wszystko już jest, wszystko do mnie krzyczy: powiadomienia o promocjach, których nie chcę; newslettery o których istnieniu nie pamiętam; filmy, które oglądam tylko po to, żeby nie czuć, że coś mnie omija. Internet z miejsca, w którym szukałem informacji, zmienił się w miejsce, które szuka mnie i nie...

Fiśnięci internetu i virale głupoty

Kiedyś „fiśnięty” oznaczało kogoś lekko szalonego, dziwacznego, czasem zabawnego. Dzisiaj fiśniętym jest niemal cały internet. TikTok, YouTube, Reels, a do tego Instagram – platformy, które miały inspirować, a stały się miejscem pokazowej głupoty, perfekcji i niekończącej się reklamy. Każdy drugi post to selfi w wannie, kawa z napisem „dzień dobry, kochani 👄” albo zdjęcie śniadania z milionem filtrów, jakby ktoś próbował sprzedać swoje życie w kawałkach. A co trzeci post? Oczywiście reklama z kodem typu „-10% z moim hasłem XYZ” – bo nic tak nie wzbogaca świata jak influencer, który chce, żebyś kupił jego słoik jagód albo ręcznie robioną świecę w kształcie kota. Influencerzy dbają wyłącznie o rytm: nowy post, nowy filmik, nowy trend, nowy kod rabatowy. Wartość merytoryczna? Nieistotna. Kreatywność? Opcjonalna. Liczy się jedno: czy algorytm Cię zauważy i czy zdążysz zdobyć lajki, zanim wpadniesz w kolejny feedowy wir absurdu. Bo po co tworzyć coś, co kogokolwiek zainspiruje, skoro mo...
🔐 Portfele BRC-100 / BSV
Połącz kompatybilny portfel BSV z tym blogiem.
Dowiedz się więcej →
🟢 Portfel połączony
Identity Public Key