Przejdź do głównej zawartości

Bycie "na czasie", które nic nie zmienia.

Nie jestem już na bieżąco.

Od ponad pół roku żyję w równoległym wszechświecie: bez newsów, bez pasków grozy i bez "pilne" co pięć minut. Zero tvn, tvp, wp, onetu, polsatu, itp. Żadnych pasków o katastrofach, żadnych ekspertów od wszystkiego. Facebook, LinkedIn wyłączone, wyciszone yyy.. właściwie to usunięte. I nie tylko niczego mi nie brakuje. Ja nawet nie czuję potrzeby tam zaglądać - co jest o tyle ciekawe, że kiedyś sprawdzałem newsy częściej niż lodówkę.

Ściek z telewizora leje się do głów ludzi.

Jak tak sobie patrzę wstecz, to całe wcześniejsze bycie na bieżąco dawało mi mniej więcej tyle, że mogłem w rozmowie z randomowym człowiekiem w pracy, wtrącić jedno zdanie więcej.

- "No widziałem, widziałem, straszne co się dzieje w... "

I tu wstaw sobie dowolny kraj lub miasto.. i masz większość rozmów przy kawie, ogarnięte bez wysiłku. Po takiej wymianie zdań i tak nic się nie zmieniało. On miał swoje zdanie, ja swoje, świat szedł dalej. Jedyna różnica była taka, że miałem wyższe ciśnienie i poczucie, że jestem na czasie. Czyli klasyczny pakiet: dużo szumu, zero sprawczości.

W ostatnich miesiącach ominęły mnie, m.in.: wiadomości z Iranu i Ukrainy, jakaś aferka o chłopcach tańczących i przebranych za dziewczynki i dramaty o utrudnionym powrocie Polaków z wakacji.

I co? Ziemia nadal się kręci.

I nie zrozum mnie źle. To nie znaczy, że sam fakt wybuchu wojny nie jest ważny. Problem zaczyna się później - kiedy przez miesiące żyjemy już nie wiadomo czym: nie samą wojną, tylko niekończącym się strumieniem niezweryfikowanych wrzutek, tweetów polityków, ich komentarzy do komentarzy i licytowania się, kto szybciej zareaguje na kolejną plotkę. Na tym poziomie to już nie jest informacja.

Dwa obrazy tego samego świata.

Kiedyś ( przy okazji tamtego wpisu) napisałem, że istnieją dwie wersje rzeczywistości.

  1. Wersja internetowa - szybka, histeryczna, oparta na nagłówkach, emocjach i tym, co najlepiej klika.
  2. Wersja analogowa - wolniejsza, bardziej logiczna i spokojniejsza.

To wciąż ten sam świat, tylko oglądany przez dwa różne filtry: jeden to ekran z paskami, drugi to codzienność za oknem.

Weźmy przykład tych nieszczęsnych wakacji, z których Polakom rzekomo trudno było wrócić. Przychodzę rano do pracy, ludzie przy kawie komentują:

- "I dobrze im tak, pchali się, bogacze jedni, teraz mają".

- "Trzeba było siedzieć w domu, a nie latać".

Kilka nagłówków i już z kilku przypadków robi się "wszyscy". Ja tymczasem patrzę na to inaczej, bo nie mam w głowie wgranego tego samego pakietu emocji z pasków.

Myślę: dlaczego ich nie zabierać stamtąd? Przecież państwo może ich sprowadzić na własny/nasz koszt, a potem - jeśli tak bardzo chce - próbować ten koszt odzyskać od turysty. To nie jest ani superłaska, ani wielki moralny dylemat, tylko techniczny problem do rozwiązania. Różnica polega na tym, że jedni reagują na narrację, inni próbuję reagować na logikę. Tylko że logika nie klika.

Wiedza, która niczego nie zmienia.

W sumie dużo nie potrzebowałem, żeby się zorientować, że jakieś 90% informacji, które do mnie docierały, to polityczne przepychanki, wypadki gdzieś daleko i absurdy dnia codziennego, których jedyną funkcją jest podnieść mi ciśnienie na trzy minuty. A ja? Mogłem sobie to przeczytać, oburzyć się, skomentować, pokłócić się z kimś w komentarzach. I co z tego miałem?

Nic.

Poza tym, że przez pięć minut czułem się jak jedyny trzeźwy w pokoju pełnym pijanych ludzi. (No wszyscy głupi a ja najmądrzejszy). A potem wracałem do swojego życia, dokładnie takiego samego, jak przed przeczytaniem tych "ważnych" informacji.

Po co mi ta wiedza, skoro nie mam z nią co zrobić?

Bo jeśli ani nie wpływam na decyzje polityczne, ani nie pracuję w sztabie kryzysowym, ani nie ratuję ludzi z opresji, to czym są dla mnie te "ważne" informację? Ciekawostką. Tylko taką, która przy okazji podjada mi zdrowie psychiczne.​

Od września, po prostu to wszystko odciąłem a moje jedyne źródło informacji, to internetowe wydanie lokalnej gazety :) No i rzeczy ściśle potrzebne do pracy, które pojawiają się naturalnie w trakcie pracy.

Jakiej kategorii informacje dostaję? Remonty ulic, objazdy, co się dzieje w weekend w mieście, lokalne wydarzenia, które realnie mogą mnie dotknąć. Zero globalnych katastrof przefiltrowanych przez clickbait.

Czy mnie ciągnie z powrotem na duże portale?

Nie.

A propos dużych portali, jest jeszcze jedna warstwa tego cyrku, o której tu nie pisałem a chyba nikt w sumie nie myśli. Wystarczy odpalić narzędzia deweloperskie - albo stronkę whotracks.me - w przeglądarce, zakładkę Network, wejść na dowolny duży portal informacyjny i popatrzeć, co się dzieje. Tam się odpala dziesiątki, czasem setki żądań: skrypty reklamowe, systemy analityczne, piksele śledzące, widgety partnerów. Innymi słowy: jeden nagłówek o dramacie dnia, to w pakiecie cały zestaw niewidzialnych oczu, które patrzą, jak długo byłeś wzburzony.

Diagram pokazujący ilość plików śledzących ze strony onet.pl
diagram z onet.pl

Czy mam poczucie, że brakuje mi informacji z tych dużych portali?

Absolutnie Nie.

Kiedy czegoś potrzebuję do pracy, sięgam po to w czasie pracy. Jest jakiś problem? Szukam konkretnych informacji. Zamiast odwrotnie: informacje, potem sztuczne szukanie problemu, do którego je przykleję. To ja wybieram, co wpuszczam do głowy, zamiast pozwalać, by ktoś inny ustalał mi porządek dnia nagłówkiem.

Jedna decyzja

Odcięcie się od mainstreamowych mediów dało mi bardzo prostą perspektywę. Jest rzeczywistość w ekranie, gdzie każdy dramat wymaga natychmiastowego komentarza i rzeczywistość za oknem, gdzie najbardziej palącym problemem jest to, że znowu rozkopali ulicę i trzeba szukać objazdu do pracy.

I jasne - mogę wrócić do bycia "na czasie", wiedzieć, co się wydarzyło wczoraj w trzech krajach naraz, kręcić głową przy kolejnej aferze. Tylko że to już przerabiałem i wiem, ile to kosztuje a ile daje.

Świat całkiem dobrze radzi sobie beze mnie - a ja w końcu zaczynam radzić sobie bez świata z nagłówków.

Cześć!


 **Gwarantuję Ci niezmienność moich treści**

Hash artykułu:

ID transakcji: sprawdź OP_RETURN i porównaj jego hash

Komentarze

Popularne posty

Status w życiu: confirmed. Dobra, super, a co dalej?

Discord kontra Forum – dlaczego Twój mózg tęskni za phpBB

Cyfrowy minimalizm - mniej pingów, więcej spokoju