To może wyglądać jak zrzędzenie,
ale nie, to tylko kolejny przykład absurdów dzisiejszego internetu.
Miałem (bo już nie mam) w znajomych na FB ludzi, których widziałem raz w życiu. Ktoś z wesela sprzed 15 lat, kolega kolegi z pracy, typ z kursu, na którym byłem pół dnia. Nigdy z nimi nie gadałem, ale z jakiegoś powodu siedzieli mi w kontaktach, jakbym miał im kiedyś pożyczać wiertarkę. No więc zbierałem dalej. Patrzę znajoma twarz - klik i "dodaj do znajomych", bez większego sensu. Tak z pewnością robiło wiele osób, gdy powstał FB i po raz pierwszy rejestrował się na platformie.
A potem przychodzi moment, w którym ktoś spośród nas, zakłada biznes i nagle patrzy na tę listę jak na coś więcej niż przypadkowy zbiór ludzi. No przecież tyle lat mówiono nam, że liczby mają znaczenie, to trudno się dziwić, że zaczynamy wierzyć, że biznes też się z nich robi. I tak powstają te wszystkie profile firmowe, które istnieją głównie dlatego, że powinny istnieć. Jakby samo bycie w internecie było odpowiednikiem posiadania realnego miejsca, klientów, czegokolwiek.
Zwykły dzień,
szukam jakiegoś miejsca w okolicy. Sklep z częściami, szklarz, fryzjer, mała knajpa. Wpisuję w google. Zero strony. Jest za to: "Zobacz nas na Facebooku". No ale ja nie mam Facebooka i nie mam aplikacji. Klikam i widzę: "Zaloguj się, aby zobaczyć więcej". Czyli w praktyce, mam sobie spadać. Jedyne miejsce, gdzie fryzjer wrzucił godziny otwarcia, numer telefonu, adres i cennik, to zamknięta ściana portalu społecznościowego..
Załóżmy, że jednak jestem na Facebooku. Lubię twój - dajmy - warzywniak. Wcisnąłem kiedyś Lubię to, bo miałeś fajne truskawki. Czy to znaczy, że zobaczę twój post: "Hej, mamy dziś świeże pomidory i dowóz na osiedle"?
He he.. Nie.
Prawdopodobieństwo jest mniej więcej takie, jak to, że spotkam 5 ludzi z mojej listy znajomych w jednym tramwaju. Algorytm od lat docina zasięgi stronom i biznesowym kontom; w wielu przypadkach ich posty widzi tylko ułamek obserwujących. Za to zobaczę reklamę czajnika, reklamy butów i jeszcze jedną reklamę czajnika, bo ktoś wyłożył na to konkretne pieniądze.
Czyli efekt jest taki, że najważniejsze informacje o twoim biznesie wrzucasz na platformę, która:
- nie pokazuje ich wszystkim, którzy cię lubią,
- nie pokazuje ich tym, którzy nie mają konta,
- priorytetowo traktuje treści kogoś, kto akurat więcej zapłacił.
Genialny plan!
Wersja analogowa tego cyrku wygląda tak:
Idziesz do sklepu. Na drzwiach wielka naklejka: „Polub nas! 💙”. I ja za każdym razem mam w głowie jedno pytanie.. Ale co ja mam właściwie polubić? Twój chleb? Twoje opony? Twój wywóz szamba? Serio, widziałem już szambowóz z naklejką "Polub nas! 💙". Nie wiem, czy miałem polubić ogólnie fakt, że ktoś wywozi gówno z okolicy, czy konkretnie ten egzemplarz gówna, które akurat zabiera.
Eh, te socialowe bycie na czasie wjechało już na poziom lekkiej groteski. Kiedyś na jednym z kont na FB, piekarnia wrzuciła zdjęcie rurki z kremem. Jednej. Nie powiem, ładny to był smakołyk. Dodatkowo w tle widniały 3 zdjęcia mężczyzn. Wszyscy otagowani, dumni, pewnie kilka randomowych znajomych/klientów też wpadło, po takim poście. Klikam. Pod spodem taki oto opis:
"Tę rurkę przygotowali: Adam, Janek i mistrz cukiernictwa Mariusz 🥐"
No tak, człowiek chciał zobaczyć, ile kosztuje rurka (ceny oczywiście brak), a dostaje w pakiecie historię, kto się dokładał do kremu. W tamtym momencie bardziej interesował mnie cennik niż to, ilu panów miało wkład w nadzienie.
Biznes na cudzej działce.
Ja tam nie mam problemu w tym, że ktoś ma fanpage. Niech ma. Problem jest wtedy, gdy to jest jedyne miejsce, gdzie istnieje w internecie. To tak, jakbyś postawił sklep w galerii handlowej bez szyldu, nie miał godziny otwarcia na drzwiach a jedynie karteczkę na zapleczu: "jak chcesz wiedzieć, czy dziś pracuję, przyjdź tu o 3:00 w nocy, to może powiem”.
Social media są dokładnie tym: cudza galeria, cudze reguły, a.. i światło też cudze. Taka platforma zmienia algorytm kiedy chce, priorytety, regulamin, sposób wyświetlania i to, co działało, przestaje sobie działać, a ty nawet nie wiesz dlaczego. Oni testują a Twojej piekarni lecą zasięgi z rurek Mariusza 😕😂 Do tego dochodzi drugi smaczek: obserwujący wcale nie są twoi. To są użytkownicy platformy. Platforma łaskawie pozwala ci czasem coś im pokazać - o ile to się jej opłaca.
"Nie mam strony, bo nie umiem jej zrobić".
W 2026 roku naprawdę trudno jest obronić to zdanie. Masz hosting za dyszkę na 1 rok, który za rękę prowadzi przez instalację, masz gotowe szablony, masz ludzi na supporcie, którzy chętnie pomogą, bo to dla nich klient na lata. Masz wreszcie AI, możesz mu napisać, żeby krok po kroku rozpisał Ci jak dla laika, co masz zrobić by mieć swoją stronę w internecie. I to wystarczy. Strona, która będzie działała latami, niezależnie od tego, ile razy Mark coś zoptymalizuje w swoim algorytmie.
Zamiast polubień - informacje.
Co robisz, gdzie jesteś, za ile i jak się z tobą skontaktować. Te rzeczy nie powinny być ukryte w czwartym story, siódmej rolce czy ósmym poście z zeszłego roku. To powinno być na twojej własnej stronie, w formie, którą widzi każdy.
Polubienia są miłe.. ale jak jestem głodny, to serio bardziej mnie interesuje, czy jesteś otwarty i jaki masz numer telefonu, niż to, ilu masz followersów. I im szybciej sobie to przypomnimy - jako klienci i jako właściciele biznesów - tym mniej szambowozów będzie prosiło nas o polubienie wywozu gówna, a więcej firm po prostu kulturalnie poda podstawowe informacje na własnej, zwyczajnej stronie.
**Gwarantuję Ci niezmienność moich treści**
Hash artykułu:
ID transakcji: sprawdź OP_RETURN i porównaj jego hash
Komentarze
Prześlij komentarz