Czy da się jeszcze odzyskać sprawczość?
Nie pracuję z kodem codziennie ale jak już pracuję, to od jakiegoś czasu łapię się na pewnej rzeczy. Niby rozwiązuję problemy szybciej niż kiedykolwiek, niby mam pod ręką narzędzia, o których jeszcze kilka lat temu mogliśmy tylko pomarzyć, a mimo to coraz częściej pojawia się w głowie mała, niepokojąca myśl: czy ja właściwie zapamiętuję jeszcze cokolwiek z tego, co robię?
Rozwiązania pojawiają się błyskawicznie. Problem, prompt, odpowiedź i gotowy kod. Trzydzieści sekund i jedziemy dalej. Tylko że kiedy wracam do podobnego problemu tydzień później, orientuję się, że nie pamiętam ani rozwiązania, ani nawet drogi, która do niego prowadziła. Zostaje tylko wrażenie, że gdzieś to już widziałem.
Płytki umysł.
Kiedy zacząłem się nad tym zastanawiać, przypomniała mi się książka "Płytki umysł" Nicolasa Carra, który opisywał, że internet, zamiast tylko rozszerzać nasze możliwości, zaczyna też powoli zmieniać sposób, w jaki działa nasz mózg.
Głębokie uczenie się - takie, które zostaje z nami na lata - wymaga czasu i skupienia. Wymaga tego momentu, kiedy siedzisz nad problemem trochę za długo, trochę za bardzo się z nim siłujesz, aż w końcu coś zaskoczy i masz takie "ahaaaaaaa!!". I gdy masz te "ahaaaa", wtedy wiedza trafia do pamięci trwałej i tam zostaje.
Internet działa inaczej. Informacja pojawia się szybko, znika szybko, a mózg przeskakuje z jednej rzeczy na drugą. W efekcie pamięć robocza jest ciągle przeciążona, a do pamięci trwałej trafia bardzo niewiele.
I kiedy o tym czytałem, przypomniała mi się moja własna historia z początku nauki programowania. Każdy, kto zaczyna kodować, zna ten moment: pierwsze kilka dni idzie miękko. Zmienna, funkcja, jakiś prosty skrypt - wszystko wygląda logicznie i nawet zaczynasz myśleć, że to w sumie nie takie trudne i zaraz zostaniesz programistą 😎. A nagle pojawiają się pętle, warunki i obiekty, no i zaczyna się zabawa (lub męka).
Przypominam sobie, kiedy próbowałem obsłużyć pewien wyjątek w danych, które przetwarzałem w pętli. Teoretycznie wszystko było dobrze. Linijka po linijce czytałem kod, sprawdzałem wartości zmiennych, wyświetlałem dane w konsoli, żeby zobaczyć, co dokładnie przepływa przez program. I co? I za każdym razem.. błąd.
Znowu czytałem kod, po raz kolejny sprawdzałem dane. No wszystko jest ok, tylko znowu błąd wywala. Szczerze mówiąc, siedziałem nad tym chyba trzy dni. Był nawet moment, kiedy naprawdę miałem ochotę machnąć ręką i stwierdzić, że uczenie się programowania po 30-tce, to może jednak nie jest dla mnie.
Czwartego dnia rano usiadłem do komputera, spojrzałem na kod.. i zobaczyłem to od razu. Zmieniłem.. dwie linijki. Problem zniknął. Problem jak problem ale zrozumiałem w końcu, skąd pochodził błąd!
Do dziś, po latach, kwestie związane z iterowaniem po obiektach, obsługą wyjątków czy kontrolą przepływu danych w pętli mam w głowie bardzo dobrze poukładane. Nie dlatego, że przeczytałem o tym artykuł, tylko dlatego, że przetrawiłem to przez własny ból głowy.
I to wcale nie dotyczy tylko programowania - każda nauka działa podobnie.
Jeśli siedzisz nad czymś długo, jeśli naprawdę próbujesz zrozumieć problem, jeśli trochę się z nim pomęczysz - wiedza zostaje w pamięci znacznie dłużej. Natomiast jeśli masz coś do "odbębnienia", gdzie rozwiązanie dostajesz na wyciągnięcie ręki; to oczywiście możesz się go nauczyć wieczorem przed snem. Prawdopodobnie nawet wyrecytujesz go bez błędu następnego dnia. Tylko że tydzień później pamiętasz już może pierwsze dwa wersy.
"Litwo, Ojczyzno moja! Ty jesteś jak zdrowie;
Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie,
Kto cię stracił. Dziś piękność twą w całej ozdobie
Widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie....." - yyyyyyy.. jak to dalej szło?
Szło jak szło ale ostatni raz recytowałem to 25 lat temu i pamiętam te 4 wersy do dzisiaj, bo pani od j.polskiego zażyczyła sobie od nas tych 3 stron na pamięć! Ahh mój skatowany mózg..
Plastyczny mózg.
Zauważyłem bardzo ciekawy paradoks współczesnego internetu: nigdy w historii dostęp do wiedzy nie był tak szybki, jednocześnie coraz rzadziej mamy okazję naprawdę się z tą wiedzą poszarpać. Pisałem kiedyś o podobnym mechanizmie przy okazji blockchaina - że internet coraz lepiej pamięta wszystko za nas, podczas gdy my sami pamiętamy coraz mniej (tutaj).
Jeszcze kilka lat temu, gdy miałem problem programistyczny, wchodziłem na Stack Overflow i czytałem kilka wątków, czasem długich, czasem chaotycznych. Trzeba było to wszystko przetrawić, zrozumieć, dopasować do własnego kodu. To wymagało wysiłku ale dzięki temu wiedza zostawała w głowie. Dziś modele typu chatGPT, Perplexity, Grok, Gemini i wiele innych, wyręczają nas w trzydzieści sekund. Kod, kopiuj-wklej, działa. Szybko, sprawnie, a jednak po wszystkim zostaje uczucie pustki. "Czy ja to w ogóle umiem?" - zastanawiam się, wklejając gotowy fragment do projektu. Ale kiedy projekt rośnie, a ja nie pamiętam, dlaczego ta decyzja była taka, a nie inna? Koszt debugowania i poprawiania wraca stokrotnie. I to nie lenistwo, to psychologia uczenia się, która pokazuje, że zbyt łatwe odpowiedzi odbierają nam poczucie panowania nad materią.
A mózg? On jest jak "plastelina". On się do tego stylu pracy dostosowuje. Po pewnym czasie zaczynasz nawet nie zastanawiać się nad rozwiązaniem problemu. Automatycznie wpisujesz pytanie w wyszukiwarkę albo w czat z AI. Na krótką metę to fantastyczne. Produktywność rośnie, problemy znikają szybciej niż kiedykolwiek. Na dłuższą metę mniej tych rozwiązań zostaje w głowie.
To prowadzi mnie do jeszcze jednej obserwacji, którą pewnie słyszałeś(-ałaś) od ludzi rekrutujących kandydatów do pracy. W CV młodych osób pojawia się coraz więcej kursów, odznak i certyfikatów. Lista technologii bywa imponująca! Tylko potem przychodzi rozmowa kwalifikacyjna.. Nagle okazuje się, że wiele z tych rzeczy istnieje głównie na papierze. To nie jest zarzut wobec młodych ludzi. Oni po prostu dorastali w świecie szerokopasmowego internetu, w którym wiedza była zawsze na wyciągnięcie ręki. Nikt im nie pokazał, jak uczyć się z internetem, oni znaleźli tylko sposób jak wyciągać z niego rozwiązania. Teraz do tego świata dochodzi AI, które potrafi podać rozwiązanie jeszcze szybciej.
Możliwe więc, że za kilka lat zobaczymy jeszcze ciekawsze CV: będą coraz dłuższe, lista kursów coraz bogatsza, a realna samodzielność w rozwiązywaniu problemów.. coraz rzadsza.
Przypomina mi się jeszcze, tekst z książki Carra, że internet odciąży nasz mózg. Carr nie pisał o tym pozytywnie, raczej zacytował tych, którzy wierzyli że internet wydobędzie z nas to co najlepsze. Pomysł był piękny: nie musimy wszystkiego pamiętać, wystarczy wiedzieć, gdzie to znaleźć. Dzięki temu zostanie nam więcej przestrzeni na rzeczy naprawdę kreatywne - pomysły, projekty, wynalazki a nawet filozofia. W praktyce wyszło trochę inaczej. Przyswajamy ogromne ilości informacji: newsy, wpisy, tutoriale, podcasty, wątki, filmy z kotkiem, itd.. Mamy wrażenie, że wiemy coraz więcej ale kiedy próbujemy coś z tego odtworzyć z pamięci.. zostaje zaskakująco niewiele. Jasne, wiemy, gdzie prompt wpisać ale kiedy serwer pada albo model halucynuje? Bez własnego modelu.. jesteś bezradny.
Najważniejszy model językowy masz w głowie.
Kiedy siedzę sobie przed komputerem i patrzę na kolejną ciekawostkę wygenerowaną przez AI, coraz częściej chodzi mi po głowie jedno pytanie: Czy my naprawdę staliśmy się bardziej inteligentni? Czy szybciej kopiujemy odpowiedzi?
W całej tej technologicznej rewolucji wydarzyła się bardzo znacząca zamiana ról. Jeszcze niedawno komputer był narzędziem, które wspierało nasze myślenie. Teraz staje się czymś w rodzaju protezy - a protezy, jak wiadomo, są bardzo wygodne.. dopóki nie zapomnisz, jak chodzi się na własnych nogach.
AI potrafi napisać funkcję szybciej ode mnie. Potrafi znaleźć dokumentację szybciej ode mnie. Stworzyć obraz, którego w życiu nie potrafiłbym namalować. Czasem nawet potrafi wymyślić lepszy skrót myślowy. Ale nie potrafi przeżyć mojego "ahaaaa".
Myślę, że najważniejszy model, jaki mamy do dyspozycji, dalej siedzi między naszymi uszami. Ma trochę wolniejszy procesor, czasem się zawiesza, potrzebuje kawy, snu i spaceru, żeby się zrestartować... ale kiedy już coś naprawdę zrozumie, to nie potrzebuje prompta.
Bo jeśli pewnego dnia okaże się, że już nie potrafimy sami czegoś rozgryźć - wtedy naprawdę będziemy mieli problem. Nie z komputerem. Z własną głową.
Eksperyment ze sprawczością.
Kilka dni temu zepsuł mi się w domu kran. Nic dramatycznego, nie fontanna jak na rynku w Rzymie, tylko kap.. kap.. kap.., które po kilku minutach zaczyna działać człowiekowi na nerwy. Pierwszy odruch, to oczywiście odruch bardzo współczesny: telefon w rękę.
Złapałem się w czas, na tej automatycznej reakcji. Bo przecież zanim powstał internet, ludzie też jakoś te krany naprawiali. Dlatego zamiast od razu pytać cały świat o radę, usiadłem przy tym kranie i po prostu zacząłem się mu przyglądać. Odkręciłem jedną śrubkę. Potem drugą. Zajrzałem do środka, sprawdziłem skąd dokładnie kapie woda, przekręciłem uszczelkę i skręciłem wszystko z powrotem, trochę na wyczucie, trochę na logikę.
Cała operacja trwała może dwadzieścia minut, ale uczucie które pojawiło się chwilę później w głowie, brzmiało w sumie banalnie ale dało dużo satysfakcji "A jednak! Sam dałem sobie radę."
I chyba właśnie o to chodzi w tej sprawczości.
Cześć!
**Gwarantuję Ci niezmienność moich treści**
Hash artykułu:
ID transakcji: sprawdź OP_RETURN i porównaj jego hash
Komentarze
Prześlij komentarz