Przejdź do głównej zawartości

Czuję się na 25 lat ale kolano wie swoje.

Mam 40+ lat i dalej czuję się na jakieś 25. Nie wiem, czemu akurat tyle - może to ostatni wiek, kiedy człowiek ma jeszcze w miarę świeży entuzjazm, ale już nie jest kompletnie głupi. W każdym razie w środku nadal mam dwadzieścia parę, tylko ciało coraz częściej przypomina mi, że ma własny kalendarz.

Pokój 40 latka

Z perspektywy czasu widzę, że byłem chaotyczny, lekkomyślny, taki "wszystko naraz". Dziś łapię się na tym, że szukam spokoju, zaczynam bardziej świadomie dozować emocje, wyciszać się. Nie wiem czy to chwilowe czy już długotrwałe..

Gry, które straciły magię

Jako dzieciak dostałem PC‑ta około 14 roku życia. Granie, instalowanie, defragmentacja, formatowanie, ponowne instalowanie, sprawdzanie, itp. Dzięki temu dzisiaj naprawdę nieźle ogarniam komputery, sprzęt i internet, bo całe dojrzewanie spędziłem na grzebaniu w systemie i sprzęcie. No bo wiesz, gra nie działa, a grać się chce. Mama mówi: Spać! A ja: Mama, jeszcze tylko 10 minut. Wtedy też obiecywałem sobie, że jak dorosnę, to będę grał ile wlezie, nikt mi nie będzie marudził. No i dorosłem. Mam dzieci, dom, robotę. Czasem nie ma kiedy usiąść do komputera, a jak wreszcie jest ta godzina wieczorem, to odpalam grę i.. po 30 minutach zaczynam się nudzić.

Eh. Kiedyś to było odkrywanie: o, tajne przejście, nowa tajna misja, tego pewnie nikt nie odkrył. Dzisiaj patrzę na to przez pryzmat: "to przecież zrobili ludzie, wszystko jest gdzieś rozpisane w plikach, czemu questy takie słabe". W głowie od razu pojawia się  analiza produktu, która skutecznie zasłania magię. Im dłużej żyję i im więcej widziałem, tym trudniej o prawdziwą nowość. Setki jak nie tysiące godzin w różnych tytułach i gatunkach robią swoje - kolejne RPG często jest tylko remixem wzorów, które mózg już dawno ma w katalogu.

Została mi jedna gra - remaster z dzieciństwa, część serii, która od zawsze u mnie siedziała. Jedynej, przy której "to zrobili ludzie" nie rozwala mi frajdy. Może dlatego, że tam nie tylko mechaniki, ale i wspomnienia robią swoje: gram chyba nie tylko w sam tytuł, ale też w czas, w którym pierwszy raz go odpalałem. Do tego dochodzą stare bajki - wróciłem do "Dragon Balla", choć pewnie z 85% obejrzałem za dzieciaka.

Siatkówka, piłka, bieganie

Dzisiaj? Siedzę w kuckach, wstanę za szybko - lekki zawrót; pomyślę o wyskoku - w głowie od razu wizja "skoczę i kolano pęknie"; mecz w piłkę kończy się tętnem 157 i już nie jest mi wstyd iść na 10 minut do obrony. 

W środku czuję się tak samo ale powoli spada mi wydolność fizyczna. Robię, co mogę: siłownia, sauna, rower do pracy, odżywiam się pewnie z 200% lepiej jak kiedyś - warzywka, owoce, piję wodę, elektrolity, suplementacja, unikam alkoholu. Wiem, że wszystko, co teraz wypracuję, to nie po to by fajnie wyglądać na plaży, tylko żeby za 20 lat dać radę normalnie funkcjonować. Ale mimo tego starania, czuję, jak zaczynam planować ruchy: czy warto szarżować po piłkę, skoro jutro trzeba będzie wchodzić po schodach? Impreza - spoko - a jutro co? Odsypiać do 15? Szkoda dnia.

Z odkrywcy w słuchacza

Kiedyś byłem gadatliwy: dużo mówiłem, trochę mniej słuchałem, wszystko naraz. Teraz łapię się na tym, że świadomie próbuję być bardziej słuchaczem niż gadułą, chociaż i tak zdarza mi się rozwlec. Bardziej dbam o to, żeby nie przeładować się bodźcami. To samo dotyczy relacji - mniej ludzi, za to sensowni. Jakość ponad ilość.

Mam też swój pokój, który jeszcze nie jest do końca skończony, ale już go lubię :) Czuję w nim spokój, jest drewno, prostota, kolory nostalgii. Taki mój domek dla głowy. 

Mam jednak durnowatą przypadłość; chcę, robię, mam a co dalej? (pisałem o tym więcej tutaj):

  • chcę zbudować stronę www --> buduję --> działa --> fajnie --> koniec;
  • chcę zrobić bazę danych do kolekcji --> robię --> stoi --> koniec;
  • chcę konkretną grę --> poluję, kupuję --> zagram, odhaczę;

Nie wiem, a może to długotrwały wpływ korzystania z internetu na moje zachowanie? A może takie czasy. Cud, że mam chęci do systematycznego pisania. Blog miał być eksperymentem, a piszę już ósmy miesiąc i fajnie się czuję przelewając głowę w klawiaturę. Czasem mógłbym pisać co drugi dzień, czasem przez tydzień mi się nie chce - jednak wracam. 

Zmęczenie ściekiem informacyjnym

Jedna z najlepszych rzeczy, jakie sobie zrobiłem w ostatnim czasie, to odcięcie się od newsów i scrollowania. Nie chce tego ponownie rozpisywać, na ten czas ten temat wyczerpałem w tym wpisie. Uważam, że miało to na mnie pozytywny wpływ. Kiedyś patrzyłem na zabawę z dziećmi trochę jak na marnowanie czasu, bo mogłyby przecież same się bawić. Może to było echo mojego wychowania ale teraz świadomie robię inaczej. Wychodzimy razem, rysujemy, układamy puzzle lub nawet więcej rozmawiamy. Ja tak czuję, czy moje dzieci też? Staram się być im bardziej obecny jak kiedyś. 

8 godzin najlepszego dnia w pracy

Lubię swoją pracę, kiedyś lubiłem jeszcze bardziej, bo potrafiłem brać pracę do domu. Dzisiaj bardziej lubię wolny dzień, praca to praca. Hmm a ile my właściwie jako ludzie pracujemy? 8 godzin dziennie, czyli najlepsze godziny dnia. Kiedy mózg jest świeży, ciało ma jeszcze energię - sprzedajemy ją na faktury. Zostają resztki: wieczór po robocie, weekend, który w połowie idzie na ogarnianie domu i rzeczy dookoła życia. Dostrzegam to coraz bardziej i trochę mnie to smuci.

Co mi zostało z dwudziestki? Na pewno nie włosy, ciało mówi wyluzuj, gry straciły część magii, ale zyskały inne rzeczy (nostalgia, wspomnienia), mniej jarają mnie świecące rzeczy - bardziej jakiś stary rozpadający się budynek z czasów PRL'u, no i staram się mniej udowadniać.  

Czy to mądrość? Nie wiem. Zresztą sam nie wiem już, czy sobie nie zaprzeczam. Taki chyba mam teraz czas. A może to tylko przesilenie. 

Cześć!



 **Gwarantuję Ci niezmienność moich treści**

Hash artykułu:

ID transakcji: sprawdź OP_RETURN i porównaj jego hash

Komentarze

Popularne posty

Status w życiu: confirmed. Dobra, super, a co dalej?

Discord kontra Forum – dlaczego Twój mózg tęskni za phpBB

Cyfrowy minimalizm - mniej pingów, więcej spokoju