Jakiś rok temu kupiłem sobie trochę tokenów na Ethereum.
nie jakiegoś garażowego projektu z Discorda, tylko dużego, znanego podmiotu. Wiesz - takiego z portfelem gier, partnerstw, finansowania i grubych komunikatów prasowych. Znam spółkę, jest na giełdzie, zresztą w krypto jestem od 2017r., więc to nie był skok na ślepo. Podmiot o utartej, ugruntowanej pozycji. Wszystko wyglądało jak zawsze - poważnie. Pomyślałem: okej, to już nie dziki zachód - wchodzę. Skoro jest znane logo, rada nadzorcza i strona "About Us" dłuższa niż regulamin konkursu w Lidlu, to przecież nie może się nie udać.
Projekt kręcił się (i nadal kręci) wokół zdecentralizowanej tożsamości. Masz unikalny w skali ZIEMI, swój jedyny ID, logujesz się nim do ekosystemu, łupisz w gry, rozwiązujesz ankiety i zbierasz punkty reputacji jak w Black Mirror. Nawet było KYC!
Brzmiało sensownie. Tożsamość. Reputacja. Przyszłość Internetu. Nie kupowałem marzeń, raczej dostęp do systemu. Zadziałał we mnie ten dobrze znany impuls: wejdę wcześniej. W końcu kto, jak nie ja? - weteran krypto, już nie zwykły kupujący a gość technicznie ogarnięty w blockchain. Człowiek, który widział już kilka rewolucji finansowych, z czego żadna nie wypłaciła się zgodnie z obietnicą, ale ta.. ta wyglądała inaczej.
Ale oczywiście nic nie jest za darmo.
Żeby mieć benefity, trzeba stakować token (coś jak lokata), a żeby mieć co stakować trzeba to kupić. Po kupnie? Zablokować i oddać do tego cudownego systemu. W zamian codziennie wpadają punkty; nic nie warte, dopóki nie uzbierasz ich kilkanaście tysięcy, bo dopiero wtedy odblokowują się benefity - możesz je "spalić" i wydać na projekty innych firm. Te projekty to najczęściej dystrybucje tokenów innych firm/projektów. Takie zrzuty, airdropy - słowem - nagrody za cierpliwość.
Na początku nie do końca rozumiałem mechanizm ale pomyślałem: sprawdzę. Stakowanie trwało kilka miesięcy, punkty rosły powoli, jakby specjalnie miały uczyć pokory. W końcu gdy zaczałem o tym powoli zapominać, pojawił się projekt do wyboru.
Nazwa nic mi nie mówi. Token wart jakieś 80 groszy a od startu spadł już o ponad 80%. Czuję, że lipa ale alternatyw brak. Skoro lipa to wychodzę ale przed wyjściem pozbędę się tych dziadowskich punktów. Więc spaliłem swoje punkty zbierane przez kilka miesięcy. Po kilku dniach przychodzi informacja, że punkty spalone, przeliczone i z tych wszystkich punktów otrzymam.. 22 tokeny tej nieznanej mi firmy.
Szybka matematyka:
22 × 0,80zł
No.. powiedzmy, że nie jest to kwota, która zmienia cokolwiek w czyimkolwiek życiu ale.. najlepsze dopiero się zaczyna :) Dystrybucja nie jest jednorazowa, tokeny będą mi "wydawane" etapami przez.. półtora roku. Czyli system będzie mi metodycznie, cierpliwie i z pełną powagą wypłacał równowartość 22zł (przez osiemnaście miesięcy), które prawdopodobnie do tego czasu stopnieją do jednego grosza za sztukę. Długoterminowa wizja; tak długa, że nie obejmuje już żadnej wartości.
Oczywiście stakowanie punktów można było.. przyspieszyć! Wystarczy kupić NFT! Cena? Od 0,5 ETH w górę. To dziś jakieś kilka tysięcy; tak dla przyspieszenia punktów, które potem można spalić na coś, co wygląda jak proof of disappointment. I nawet gdyby chociaż ktoś chciał się pocieszyć estetyką NFT - nie bardzo było czym. Te NFT wyglądały, jakby ktoś je wyjął psu z gęby.
Pomyślałem: w krypto nic się nie zmieniło.
Zmieniły się nazwy, opakowania, regulaminy, jest nawet KYC, są partnerstwa, są wielkie słowa o tożsamości i reputacji. A pod spodem? Dalej to samo lanie wody, tylko teraz zamiast ICO mamy "legalny program lojalnościowy" - obietnicę punktów.
System nadal działa tak samo: cierpliwość użytkownika jest paliwem, a jego czas - walutą. Mój wpis to nie historia o tym, że straciłem pieniądze. To historia o tym, że nawet najbardziej dopracowany frontend nie zmieni backendu, jeśli logika systemu od początku jest ustawiona na drenowanie uwagi i nadziei.
To taki mój side-quest, który miał epicką zapowiedź, a na końcu dał +1 do doświadczenia w rozpoznawaniu bzdur. I to chyba jedyny realny airdrop, jaki z tego dostałem.
Na koniec przyszło mi jeszcze jedno powiadomienie.
Binance przysłał mi podsumowanie mojego konta w roku 2025. Takie pisane do wszystkich, wiesz dziesiątki milionów ludzi na całym świecie, I tam, między jednym obrazkiem a drugim, pojawiło się krótkie zdanie, które mnie autentycznie rozbroiło. Że mój portfel - warty jakieś dwa tysiące trzysta złotych - był wyższy niż portfele osiemdziesięciu procent (80%) użytkowników Binance. A potem dociera do mnie, że to zdanie mówi znacznie więcej o całym tym rynku niż tysiące kont na x i forumowych bitewek. Jeśli moje 2300zł.. to jest te górne dwadzieścia procent, to reszta żyje nie na nadziei, tylko na złudzeniu a cały system karmi jedynie wyobraźnię, a nie portfele.
Mam też kolejny wpis do wewnętrznej bazy danych, pod nazwą: "uważaj, nawet jeśli brzmi mądrze".
Cześć!
**Gwarantuję Ci niezmienność moich treści**
Hash artykułu:
ID transakcji: sprawdź OP_RETURN i porównaj jego hash
Komentarze
Prześlij komentarz