Przejdź do głównej zawartości

KILLING SATOSHI

Kiedy Hollywood bierze się za Bitcoina, wiadomo że będzie pościg.

Nie planowałem pisać o filmie. Naprawdę. Mam wystarczająco dużo innych rzeczy na głowie, żeby jeszcze zajmować się Hollywood. Są jednak takie momenty, kiedy popkultura puka do drzwi mojej bańki informacyjnej i mówi: "Siema, teraz my będziemy opowiadać znaną Ci historię". Nie ma wyjścia - musiałem usiąść i sprawdzić, czy to będzie opowieść, czy bajka z morałem dla inwestorów detalicznych.

Emisja filmu killing satoshi w 2026 roku. Osoby siedzą w kinie z laptopami.

Kiedy usłyszałem o filmie "Killing Satoshi", nie zareagowałem jak fan kina. Zareagowałem jak człowiek, który widzi, że ktoś właśnie bierze jego rzeczywistość, wrzuca ją do blendera i próbuje zrobić z tego thriller. Bo umówmy się - dla przeciętnego widza Bitcoin to nadal:

magia + przestępcy + wykres na giełdzie

Dla ludzi z branży to infrastruktura, eksperyment zaufania w historii internetu, a tu nagle, Hollywood mówi, że zrobią film o Bitcoinie. No to chwila. Stop. Zanim ktoś wyjdzie z kina i zacznie tłumaczyć, że "a w filmie pokazali, jak próbowali go zabić", trzeba jedną rzecz postawić jasno.

Killing Satoshi nie będzie dokumentem.

Zacznijmy od rzeczy najważniejszej, zanim komuś zapali się lampka w stylu: "spisek świata przeciwko twórcy Bitcoina". To nie będzie śledztwo i próba ujawnienia, kim naprawdę był Satoshi Nakamoto. Gdyby było inaczej to nie musiałbym dowiadywać się tego idąc do kina. To będzie fabularny thriller, inspirowany największą zagadką współczesnych czasów.

Czyli:

  • będą fikcyjne postacie,
  • będą zmyślone tropy,
  • będą dramatyczne sceny, których nigdy nie było (i najpewniej nigdy nie będzie).

Bitcoin i Satoshi są tu punktem wyjścia, nie celem dochodzenia. To bardzo ważne, bo inaczej ktoś wyjdzie z kina oburzony, że "to nie tak było". Otóż właśnie - to nie było wcale, bo to nie jest film historyczny, tylko opowieść z gatunku: co by było, gdyby.. ale to, że historia jest zmyślona, nie znaczy, że temat jest przypadkowy.

Świat nie ma problemu z Bitcoinem.

Świat ma problem z tym, że nie ma kogo za niego obwinić.

Satoshi Nakamoto stworzył system, który działa bez niego - i to jest właśnie jego największa przewaga ale też największa niewygoda dla świata, który zawsze potrzebuje twarzy, nazwiska i winnego. Rządy mają premierów. Banki prezesów. Korporacje mają swoich CEO. Mafie mają bossów. A tu?

Największy eksperyment finansowy XXI wieku.. i autor, który po prostu wyszedł z czatu.

Bitcoin działa, choć jego twórca zniknął. To jest coś, czego nikt nie potrafi do końca zrozumieć ani zaakceptować. System bez twarzy.. nie da się go zaprosić do telewizji śniadaniowej. I dokładnie w tę lukę wjeżdża Hollywood.

Nie rozumiesz, ale czujesz, że to ważne.

Hollywood od dawna buduje fabuły na rzeczach, których przeciętny widz nie ogarnia technicznie ani logicznie, ale rozumie emocjonalnie. I to działa, bo kino nie sprzedaje wiedzy, tylko sprzedaje napięcie, stawkę i poczucie, że dzieje się coś wielkiego. Mamy przecież filmy, które budowały fabułę na rzeczach niezrozumiałych: Matrix, Interstellar czy Incepcja. 

I dokładnie w tę tradycję wpisuje się film o Satoshim: nie trzeba w pełni rozumieć - trzeba czuć, że zmienia świat. Styl filmu też nie bierze się z powietrza, tylko z ludzi którzy stoją za kamerą i scenariuszem. To czego można się spodziewać, wiedząc kto go robi? 

Łowcy trendów: Liman, Shenk, Kavanaugh? 

Doug Liman - człowiek od ruchu, nie od wykładów. Reżyser Tożsamości Bourne'a i Mr. & Mrs. Smith. Czyli specjalista od: dynamicznej kamery, nerwowego montażu, bohaterów uciekających przed systemem. To nie jest twórca kina technologicznego ani filozoficznego. To jest człowiek, który umie zrobić napięcie z biegu przez parking i rozmowy przez zestaw słuchawkowy.

Nick Schenk - pisarz ludzi, scenarzysta Gran Torino i The Mule. Oba filmy to historie o: samotnych bohaterach, moralnych wyborach i ludziach zmagających się ze światem, który ich przerasta. To są opowieści o psychice, winie, odpowiedzialności, które dadzą nam bohatera z twarzą, wątpliwościami i dylematem w stylu: "Czy ujawnić prawdę, która rozwali świat, czy ją ukryć?"

Ryan Kavanaugh - zbudował Relativity Media, wjechał w Hollywood z algorytmem do liczenia hitów, a potem zaliczył jedno z najbardziej widowiskowych bankructw w historii branży - dwa razy. Producent, który produkuje emocje, nie manifesty. Kavanaugh to finansista od dużych projektów ale przez lata był pozwany za rzekome oszustwa, kreatywne księgowanie i  skończył w sądzie upadłościowym. Nie jest znany z ideologicznych krucjat, tylko z tego, że - no powiedzmy -"potrafi wyczuć temat", który sprzeda się globalnie a Bitcoin to dziś idealny materiał marketingowy: 

tajemnica + pieniądze + technologia + teoria spiskowa w pakiecie startowym

Budżet filmu nie jest znany. Ryan Kavanaugh ma na koncie udział w finansowaniu ponad 200 filmów o bardzo różnej skali - od typowych hollywoodzkich średniaków po wielkie blockbustery (Szybcy i Wściekli, 300, Mamma Mia). Dziś, pod szyldem Proxima Media i labelu The Quad, produkuje 3-5 filmów rocznie w budżecie 3-12 mln dolarów za sztukę, opierając się na influencerach i znanych reżyserach. Przy reżyserze klasy Douga Limana, obsadzie z Caseyem Affleckiem i thrillerowej konwencji, można bezpiecznie założyć, że mówimy raczej o dziesiątkach milionów dolarów (30-60 mln)  - taki standardowo hollywoodzki - nie skrajnie niski i ale też nie marvelowski rozmach.

O czym to będzie?

Wcześniejsze filmy, w których brali udział wymienieni panowie, nie rozwiązywały zagadek i nie przewidywały niczego. One trafiały w to, co już buzowało w społeczeństwie:

  • Tożsamość Bourne'a trafiła w lęk przed służbami i utratą tożsamości; 
  • Gran Torino w starzenie się społeczeństw i frustrację pokolenia "nie nadążam za światem";
  • Cry Macho - kryzys męskości, stare wzorce twardego faceta w świecie, który się zmienia; 
  • Manhunt  w lęk przed terroryzmem wewnętrznym - przed "swoimi" - nie tylko przed obcymi;
  • Skill House - influencerzy, social media i głód uwagi.
Dziś buzuje: krypto, AI, systemy bez twarzy, władza bez centrum - czyli dostajemy thriller o Satoshim. Nie dlatego, że twórcy rozgryźli Bitcoina i Satoshiego, tylko dlatego, że wyczuli, że tajemnica twórcy bez twarzy jest idealną metaforą naszych czasów.

Można się spodziewać fabuły o kontroli, tajemnicy, odpowiedzialności i człowieku w starciu z systemem. W takim filmie wcale nie musi być prawdziwego Satoshiego. Dużo wygodniejszy scenariusz to zwykły człowiek, który przypadkiem wpada w coś, czego nie rozumie - na przykład wczesną wersję Bitcoina, klucz, dane, cokolwiek - co nie powinno trafić w jego ręce - raczej temat oklepany. To będzie film o Satoshim tak samo, jak Szczęki były filmem o biologii rekinów.

Ale czy to będzie dobry film? - To już z dupy nagłówek.. ale co tam :) 

Z tego co wiadomo, to zapowiedziano go dość niedawno - pod koniec lata 2025, a do kin można pójść już w tym roku - 2026. W sumie.. to powstaje w tempie standardowym dla filmów w przedziale 30-60 mln dolarów, ale daleko mu od wieloletnich produkcji rozwijanych i szlifowanych thrillerów. Historia kina pokazuje, że z takich warunków potrafią wyjść rzeczy bardzo solidne, np.: Tożsamość Bourne'a nie był klepany przez dekadę, a do dziś trzyma poziom. 

Spodziewam się filmu oglądalnego, z zawodowym reżyserem od akcji, sensowną obsadą i nośnym tematem - ale nie dzieła, które wejdzie mi w krew jak Matrix czy Incepcja. Nie powie mi nic nowego o Bitcoinie i nic nowego o Satoshim. Ale może powiedzieć bardzo dużo o nas i świecie, który nawet w zdecentralizowanej rzeczywistości, rozpaczliwie szuka centralnej postaci. Dlatego, może pójdę do kina z tej niecierpliwej ciekawości:)

Cześć!


 **Gwarantuję Ci niezmienność moich treści**

Hash artykułu:

ID transakcji: sprawdź OP_RETURN i porównaj jego hash

Komentarze

Popularne posty

Discord kontra Forum – dlaczego Twój mózg tęskni za phpBB

Status w życiu: confirmed. Dobra, super, a co dalej?

Cyfrowy minimalizm - mniej pingów, więcej spokoju