Ostatnio pochowałem Cię, Babciu..
Byłaś cudowną kobietą. Miałaś 92 lata, a trzymałaś się tak, że dobrze to zdecydowanie za małe słowo. Naprawdę myślałem, że dożyjesz 120 - byłaś tak świadoma, tak rozumna, tak obecna. Zawsze uważałem Cię za osobę, która mimo wieku myśli podobnie jak ja. Bez tej "starczej etykietki", którą ludzie czasem komuś przyklejają: że ledwo chodzi, wszystko robi powoli, już nic nie potrafi, trzeba go wyręczać. Ty byłaś zaprzeczeniem tych stereotypów.
Byłaś ciepła. Spokojna. Opiekuńcza. Nigdy nie pamiętam Cię złej - raczej z tym Twoim spokojnym uśmiechem, który mówił więcej niż długie rozmowy. Mówiłaś do mnie "synku", a ja naprawdę czułem do Ciebie coś jak do mamy. Nie jak do babci, którą się kocha, tylko jak do mamy, która po prostu jest i stoi za tobą murem, nawet kiedy nic nie mówi. Czułem, że jesteś ze mnie dumna. I to było dla mnie ważne, bo w Twoich słowach nigdy nie było pustej porady. To była otucha. Taka prawdziwa, życiowa. Twoja.
To była moja ostatnia babcia. Nie mam już innych. I czuję pustkę - ogromną. Jakbym zerwał most, który łączył mnie z przeszłością, z dzieciństwem, z domem tam, na wsi.
Wspomnienia wracają falami. Babcia na wsi - ta, która wykarmiła nas wszystkich. Skupy, na które zbieraliśmy truskawki, porzeczki, jabłka i inne owoce. Świnki, kurki i cały ten świat, w którym wszystko było proste, konkretne, prawdziwe. Pamiętam zupy, kanapki z masłem, pomidorem, cebulą i solą. Pamiętam herbatę - zwykłą, a jednak najlepszą. Pamiętam Twój głos i śmiech. Pamiętam nawet ten gest, tę Twoją postawę, kiedy nachylałaś się do mnie z czułością, gdy podchodziłaś bliżej.
Myślę też o tym, ile przeszłaś. Sześcioro dzieci, a dwoje pochowanych, jako maleństwa - kilka dni i kilka miesięcy.. Kiedy to piszę, ściska mnie w gardle i chce mi się płakać. I wtedy naprawdę myślę: a ja narzekam na swoje problemy? To są drobiazgi. Chyba bym zwariował, gdybym przeszedł to, co Ty i Dziadek wtedy. Nie udźwignął bym tego..
Na pogrzebie byłem zduszony w środku. Nie płakałem, choć bardzo, cholernie bardzo chciałem - chciałem się rozpłakać i ryczeć jak dziecko. Wieczorem żona uratowała mnie tym jednym gestem: wzięła mnie za rękę, przytuliła, i wtedy wreszcie popłynęło ale to jeszcze nie to.. kiedy to nastąpi..
Cały czas o Tobie myślę. Tak bardzo mi Ciebie brakuje. Babciu.. tak bardzo mi smutno.
Tak bardzo chciałbym Cię jeszcze zobaczyć..
Choćby w snach.. HK 20.02.2026
**Gwarantuję Ci niezmienność moich treści**
Hash artykułu:
ID transakcji: sprawdź OP_RETURN i porównaj jego hash
Komentarze
Prześlij komentarz