Przejdź do głównej zawartości

"co robić, kiedy..." : Problem z uzależnieniem od gier

Kiedy patrzę na współczesne gry, nie widzę już niewinnej rozrywki

W poprzednich tekstach pisałem o cyfrowym minimalizmie, o higienie bodźców, o sztuce wyciszania internetu, który coraz częściej zachowuje się tak, jakby był wielkim bazarem. Dzisiejsza technologia nie męczy nas przypadkiem - ona jest zaprojektowana, żeby nas męczyć. 

Problem Uzaleznienie od gier

Od cartridga z rynku.. do tego wpisu

Zanim w ogóle zaczniemy "rozmawiać" o tym, dlaczego gry zaczynają przypominać soczewki AR dla mózgu, żrą nasz czas, a na końcu zostawiają człowieka z pustką udającą satysfakcję - muszę zrobić jedno zastrzeżenie: nie piszę tego jako ktoś, kto stoi z boku i moralizuje z bezpiecznej odległości, tylko jako człowiek, który przejechał tę trasę i grał tak jak Ty

Od dziewiątego roku życia, kiedy dostałem Pegasusa  MT-777DX, żyłem w rytmie cartridge’y kupowanych na rynku. Potem był pierwszy PlayStation, taki jeszcze z magicznym laserem, który czasem trzeba było "przerobić" żeby móc grać w gry, które nie kosztowały 100zł; potem komputer: pierwszy własny, jeszcze przed liceum, byłem chyba jedyną osobą na osiedlu, która posiadała płytę windowsa 97 - na których po formacie, stała większość komputerów na osiedlu (fakt, że może było ich z 10); potem SDI (Stały Dostęp do Internetu) rozprowadzone własnoręcznie po całym bloku z kablem ciągniętym przez piwnice i klatki, bo wtedy to była infrastruktura przyszłości; a potem Counter-Strike 1.5 - nocne sesje, turnieje na spontanie i ten charakterystyczny odgłos Desert Eagle.

A później MMORPG, w których trzymało się komputer włączony przez całe noce, bo tak działał rynek: jeśli chciałeś cokolwiek sprzedać/osiągnąć, musiałeś albo bezwstydnie no-lifować albo zaakceptować, że jest się kimś w rodzaju tymczasowego mieszkańca świata, który nagradzał wyłącznie tych, którzy nie spali. Bossy o trzeciej nad ranem, raidy wtedy kiedy powinieneś spać, uczyć się albo przynajmniej udawać, że masz życie. I na końcu przyszła refleksja - w czas, po której zauważyłem, że zmarnowałem przez to kupę czasu. Nie uważam, że zmarnowałem 100% czasu ale na pewno, większą jego połowę.

Wow gaming

Dlatego kiedy dziś piszę o tym wszystkim, to nie z pozycji kogoś, kto nie rozumie, tylko raczej kogoś, kto aż za dobrze rozumie - bo zderzył się z tym samym betonem, który czeka każdego gracza, jeśli tylko zbyt długo wierzy, że godziny przegrywane w cyfrowych światach są czymś innym niż perfekcyjnie zmarnowanym czasem. I mówię to bez wyższości i bez potępienia: po prostu z perspektywy kogoś kto wie, że z gier zostaje tylko wspomnienie efektów dźwiękowych i kilka anegdot, ale nic z tego nie buduje życia, nic z tego nie składa się na przyszłość, nic z tego nie daje kapitału - ani emocjonalnego, ani finansowego, ani nawet intelektualnego.

Naprawdę przez lata wierzyłem, że "ale ja to jestem tym rozsądnym graczem, tym bardziej ogarniętym, który potrafi grać z umiarem, bo nie zarywam 10 nocy z rzędu jak tamci, tylko 1". Wydawało mi się, że mam taki mentalny antycheat, który oddziela normalne granie od popłynięcia. Dziś widzę, że to było dokładnie takie samo myślenie, jak u ludzi przekonanych, że biorą ostrożniej narkotyki - niby mniej, niby sporadycznie i pod kontrolą. Tylko że na końcu i tak bierzesz - jesteś pod ich działaniem.

I dlatego im szybciej w pewnym momencie swojego życia zrozumiesz, że gry dają tymczasową przyjemność ale nie zostawiają po sobie żadnej wartości - tym lepiej. Gra jest w stanie skonsumować tysiące godzin życia i nie oddać w zamian absolutnie nic. Ale spokojnie - to nie polega na tym, że masz teraz wywalić swój komputer przez okno - na początku musisz zrozumieć, że to jest problem.

Gaming disorder

Kiedy patrzę na współczesne gry, nie widzę już niewinnej rozrywki z czasów, kiedy joystick trzeszczał od wciskania przycisków, a jedynym zagrożeniem były odciski na palcach. Widzę raczej precyzyjnie skalibrowane laboratorium, w którym człowiek jeśli nie zdaje sobie z tego sprawy, nie gra - tylko jest grany. Zaczynając temat tego wpisu, nawet nie zdawałem sobie sprawy, że tematyka uzależnienia od "gier" jest już sklasyfikowana jako zaburzenie

WHO w 2019 roku sformalizowała to, dodając zaburzenie gamingowe do ICD-11. Jedno małe zdanie w międzynarodowym katalogu chorób, w dokumencie, który zwykle zajmuje się rzeczami ciężkimi, namacalnymi, poważnymi: chorobami serca, nowotworami, patologiami neurologicznymi. A tu nagle, między tym wszystkim, pojawiło się: Gaming Disorder. 

Jasne, część osób powie: "Kiedyś też grałem i nic mi nie było". Zgoda, tylko że kiedyś grałeś inaczej - wolniej, mniej agresywnie, bez tych wszystkich mechanizmów zaprojektowanych nie po to, by gra była satysfakcjonująca ale po to, by była ciągła, niekończąca się i wymagająca powrotu. Kiedyś gry kończyły się w naturalny sposób: etap, poziom, boss, koniec i idę na dwór. 

Zanim przejdę do tego jak to wygląda dziś, warto spojrzeć na najważniejszy element układanki - dopaminę ("hehe, dopaminka, zrób mi dobrze") która odpowiada za większość naszych zachowań związanych z motywacją, nawykami i uzależnieniami.

To ta iskra, która sprawia, że sięgamy po telefon, by "eee ja tylko na chwilę sprawdzę powiadomienia" i kończymy pół godziny później, nie pamiętając nawet po co właściwie go odblokowaliśmy. Są na ten temat badania pokazujące, że gry wideo i media społecznościowe, uwalniają dopaminę w ilościach porównywalnych z amfetaminą ale nie będę tego rozwlekał w tym wpisie. W skrócie, gdy dużo grasz to naturalne bodźce - spacer, rozmowa, obiad, hobby - robią się przy Twojej grze.. blade, nijakie, niedostateczne. Twoja gra pozostaje jedynym źródłem intensywnego wyrzutu nagrody i satysfakcji. To właśnie ten moment, w którym grasz nie dlatego, że lubisz - tylko dlatego, że wszystko inne przy tej grze, wydaje Ci się nudne.

Smartfon i inżynieria zachowań

To co naprawdę zmieniło skalę problemu, przyszło wraz z powstaniem smartfona - urządzenie, które miało być narzędziem produktywności, stało się idealnym dystrybutorem dopaminowych mikrodawek. Na nim narodziły się gry mobilne - które nie chcą, żebyś grał długo, tylko żebyś grał często i regularnie. Kiedyś, żeby zagrać w grę, trzeba było włączyć komputer lub konsolę, a dziś? Wystarczy jedna sekunda między przejechaniem przystanku a otwarciem drzwi tramwaju.

Na smartfonach narodziły się mechanizmy i narzędzia uzależnień, zaprojektowane absolutnie świadomie: loot boxy, skrzynki, losy, "szanse na legendy", codzienne nagrody, bonusy za logowania, eventy z zegarem odliczającym czas, promocje w stylu "kup teraz" - to jest inżynieria zachowań. Ludzie myślą, że gra uzależnia bo jest fajna. To nieprawda. Dzisiejsze gry uzależniają, bo są dopasowane do naszych neuronów jak rękawiczka szyta na zamówienie. Ostatnie dane z 2024r. pokazują przyrost uzależnionych od gier o 12-15% rocznie. 

Uzaleznienie od smartfona gra

Najbardziej narażeni są gracze MMORPG, battle royal'i i gier z ekonomią hazardową. Bo tam na końcu nie czeka koniec gry, tylko społeczny system nagrody: gildia, ranking i kolega z drużyny, którego nie możesz zawieść. To nie są gry - to są społeczności, które działają jak mechanizm hazardowy, tylko że przeniesiony do sfery wirtualnej. Inne gatunki gier mają podobne systemy nagród, zobacz mój wpis gdy kończyłem grę w CS - jak został policzony mój czas i czy było warto.

Gaming Disorder nie jest śmieszną diagnozą dla nastolatków, którzy grają za długo, tylko realnym zaburzeniem, które niszczy relacje, edukację, zdrowie i życie. I z tego się nie wyrasta, z tego się wychodzi jak z bagna - powoli.

PC, konsole i współczesne produkcje

Jeżeli przyjrzysz się temu, jak wyglądają współczesne gry, takie naprawdę współczesne - nie Mario, nie Heroes III ale te dzisiejsze "gry uwagi" - to zauważysz, że gry już nie walczą o to, żeby były dobre, one walczą o to, żeby były ciągłe. Kiedyś grę kupowałeś raz, grałeś i kończyłeś. Dzisiaj gra jest jak serial, który zawsze ma dla ciebie jeszcze jedną rundę, jeszcze jedną skrzynkę, jeszcze jeden event i jeszcze jedną misję dzienną, która nawet mailowo przypomina, że wypadałoby się zalogować, bo przecież czeka dziś na Ciebie jakaś nagroda.

I kiedy wydaje mi się, że widziałem już wszystkie sztuczki projektantów gier, wchodzę na Steam. Mamy tam odznaki, które nie tylko nic nie robią, ale nie reprezentują absolutnie żadnej wartości, poza tą, że zmusiły gracza do przechodzenia gry po raz piąty, w bardzo konkretny sposób lub z bardzo specyficznym zestawem przedmiotów. Mamy karty kolekcjonerskie, które wypadają jak cukierki. Kompletnie bezużyteczne, ale zaprojektowane tak, byś niechcący zaczął je łączyć w odznaki, które zwiększają poziom profilu Steam. Poziom czego? Poziom niczego, poziom "cyfrowego ego". 

pc-konsole

Pamiętam jak kilka miesięcy temu odświeżałem grę z dziecięcych lat - grę przeszedłem w 8 godzin ale w poradnikach odszukałem opis przejścia na jedną ze specyficznych odznak z kapeluszem. Ogólnie musiałeś na zmianę go podnosić, opuszczać i strzelać, podnosić, zostawiać i wracać po niego. Wszystko to od momentu znalezienia, (gdzieś na początku gry) do samego końca gry. Idiotyczne. Gość z poradnika, przeszedł grę i zebrał wszystkie odznaki - zajęło mu to 90 godzin. Why? Dla cyfrowej odznaki, którą dodał do profilu. Czy coś więcej? Nie. No może kilkadziesiąt lajków. Ale to jak przechodził grę, z pewnością go nieźle odmóżdżyło na kilka tygodni.

Tak w ogóle, zaburzenie gier nie ma nic wspólnego z ilością godzin w grze - tylko z tym, jak te godziny wpływają na Twoje życie. Dla jednego 15 godzin w grze tygodniowo to relaks i normalność (ale uwierz, mi, że grzanie dupska w fotelu przez kilka godzin i podjadanie przy klawiaturze, to nie relaks dla Twojego ciała). Dla innego 5 godzin tygodniowo może być destrukcją - 5 godzin spędza nie w wolnym czasie, lecz kosztem obowiązków, nauki, spotkań z kumplami lub rodziną i kosztem zdrowia. Kiedy staje się jedynym miejscem, w którym czuje się kompetentny, doceniony i potrzebny. Świat na zewnątrz wydaje się nieprzyjazny: inni oceniają, szkoła wymaga, praca frustruje, a gra? Gra przyjmuje z otwartymi ramionami, daje system natychmiastowej nagrody, jasne cele i poczucie sensu. 

Czy czujesz się lepszą wersją siebie w grze niż w rzeczywistości? Odpowiedź coraz częściej brzmi "tak". Gry zostały zaprojektowane, by człowieka zatrzymać. W rzeczywistości możesz zapieprzać lub pracować pół roku i nikt nie powie ci ani jednego słowa uznania. W grze wystarczy 15 minut a ekran płonie od powiadomień typu "Epic!", "Excellent!", "New Achievement!" albo jakiś przypadkowy noname w grze napisze Ci "thx mordo!". Od razu czujesz się doceniony i potrzebny.

Te całe rzeczywistości alternatywne, te ekosystemy społeczne, w których człowiek może zarabiać wirtualne pieniądze, zdobywać wirtualną władzę, być wirtualnym liderem w rankingu lub monetyzować się w sieci.. wydają się zabawą, dopóki nie uświadomisz sobie, że w 2024 roku 42% graczy MMORPG spędzało w grze więcej czasu tygodniowo, niż w realnych interakcjach z ludźmi - taką statystykę znalazłem w internecie. 

Przemysł gier jest dziś większy niż Hollywood i przemysł muzyczny razem wzięte a największą walutą są tam dwie rzeczy - nie pieniądze - czas i uwaga.  Jeżeli gra zabiera Ci 2 godziny dziennie, to znaczy, że zabiera 14 godzin tygodniowo, 60 godzin miesięcznie, 720 godzin rocznie ==  1 Miesiąc w roku, spędzony na ekranie. A to tylko gra :) i tylko 2 malutkie godzinki dziennie, niby nic.

Wiedząc powyższe, zobacz co by było gdybyś poświęcał 30 minut dziennie na naukę czegoś konkretnego. To tak jakbyś usiadł teraz i zakuwał przez cały tydzień. 

Trudne/łatwe wyjście

Kiedy popatrzysz na to wszystko z szerszej perspektywy to widzisz, że przemysł gier wygrał coś, czego filmy i książki nigdy nie były w stanie wygrać: całodobową obecność. Siedzisz sobie przed komputerem z myślą: "no gram, każdy przecież gra". Dorośli, po trzydziestce, po czterdziestce, też grają po nocach, bo to jedyny moment, gdy czują kontrolę nad swoim światem. Później słyszą w gabinetach historie, w których gra zastępuje sen, jedzenie lub małżeństwo - to realne przypadki terapeutyczne.

Problem nie polega na tym, że gry są złe - gry są genialne i piękne, jak dzieła sztuki tej cyfrowej epoki. Tylko ich genialność jest wykorzystywana, nie po to byś Ty czuł się dobrze, tylko żeby generować przychód dla wydawców i producentów. Kiedyś jak przeszedłeś grę, to lądowała na półce jak trofeum, mogłeś się nią wymienić na inną - dzisiaj? Doszedłeś do końca? Nie ma sprawy, w następnym miesiącu dodamy kawałek nowej mapy, dorzucimy nowe skiny do broni, itd. Tylko zostań. A Ty zostaniesz, bo z tyłu głowy masz "kurde, szkoda, eq, lvl'a i expa.. już tak daleko zaszedłem".  

Metody, których możesz spróbować

Kiedy psychologowie zaczęli mówić o uzależnieniu od gier jak o czymś realnym, a nie o rozgrzanym problemie z telewizyjnych pasków, okazało się, że proponują rozwiązania, które wcale nie przypominają "wyłącz komputer i idź pobiegać".  Wbrew temu, co wielu ludzi wciąż myśli, granie nie uzależnia dlatego, że jest głupie albo że marnuje czas, ale dlatego, że system nagrody uczy się reagować na sztuczne bodźce szybciej, mocniej i intensywniej niż na cokolwiek, co serwuje świat rzeczywisty.

reset dopaminowy -  nie chodzi o to, żeby nagle odciąć gry niczym tlen, bo to zwykle kończy się tym, że człowiek wraca jeszcze mocniej, a czasem nawet wchodzi w gorsze spirale, tylko o to, żeby wycofać się z tych najbardziej intensywnych bodźców choćby na kilka tygodni, tak aby mózg wreszcie przestał wymuszać kolejną porcję cyfrowej gratyfikacji. Kiedy Twój mózg zacznie reagować na spacer, kawę czy książkę tak, jak powinien reagować - czyli normalnie, a nie że nudne - sam zobaczysz, że świat się nie zawalił a Twoja gra, przestanie Cię już tak interesować jak poprzednio.

terapia poznawczo-behawioralna w wersji dla graczy - psychologowie w niej nie interesują się tym, w jakiego bossa grasz, tylko jakiego bossa nosisz w głowie i gdzie on Cię popycha. Trzeba tam rozpracować całą siatkę powiązań między Twoimi emocjami: dlaczego odpalasz grę akurat wtedy, kiedy wracasz zmęczony, dlaczego logujesz się na Discordzie, kiedy czujesz samotność, i dlaczego zawsze mówisz sobie "tylko pół godzinki" a wychodzi do rana.

minimalny opór dostępu - jeśli Twoja gra odpala się w trzy sekundy, Discord loguje się sam, a komputer stoi w sypialni na linii wzroku od łóżka, to Twoja silna wola jest mniej więcej tak samo użyteczna jak parasolka na wulkanie. Dlatego: wylogowanie launchera, zmiana pokoju, komputer poza sypialnią, kabel w szufladzie.

zastąpienie dopaminy dopaminą -  sportem, nauką trudnych umiejętności, hobby, które wymaga progresji i daje realne poczucie rozwoju.

zaplanowane granie - dwa lub trzy wybrane dni w tygodniu, najlepiej w stałych godzinach, najlepiej gry bez FOMO i bez rankingów, najlepiej single-player, które zamykają historię. To zabiera grom losowość i wprowadza porządek tam, gdzie wcześniej była adrenalina i chaos.

Tych kilka metod, które wymieniłem może Ci pomóc - w sumie najważniejsze jest to, żebyś zrozumiał czy grasz, bo grasz - czy grasz, bo musisz. Czy obawiasz się tego, że jak nie zalogujesz się dzisiaj, to przepadnie Ci łańcuch codziennych 234 logowań? Czy 234 logowania spowodowały, że stałeś się wartościowym człowiekiem? Kolejna szansa na skrzynkę, coś wniesie do Twojego prawdziwego życia? Kolejna odznaka w profilu na steami'ie? Co z tego masz? 

Spokojnie, ja nie jestem psychologiem, terapeutą, specjalistą od uzależnień ani niczym, co wymagałoby pieczątki i gabinetu z nastrojową lampką. Jestem tylko człowiekiem, który dostał w życiu wystarczająco dużo dopaminowych strzałów z Pegasusa, CS-a i nocnych MMO, żeby wiedzieć, jak to działa od środka. Ten tekst nie rozwiąże Twoich problemów. Żaden felieton nie potrafi. To może być jedynie początek - taki moment, kiedy łapiesz się na tym, że coś jest nie tak, że gra przestała być grą, a zaczęła być czymś, co podjada Ci życie po kawałku.

Jeśli coś z tego, co napisałem, pomogło Ci unieść brew i zapytać siebie "hmm czy ja gram, bo lubię, czy gram, bo nie umiem przestać?" — to świetnie. To jest ten pierwszy mikroruch, który czasem prowadzi do większej zmiany.

Cześć! - i powodzenia.


 **Gwarantuję Ci niezmienność moich treści**

Hash artykułu:

ID transakcji: sprawdź OP_RETURN i porównaj jego hash

Komentarze

Popularne posty

Discord kontra Forum – dlaczego Twój mózg tęskni za phpBB

Status w życiu: confirmed. Dobra, super, a co dalej?

Cyfrowy minimalizm - mniej pingów, więcej spokoju