Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2026

Babciu..

Ostatnio pochowałem Cię, Babciu.. Byłaś cudowną kobietą. Miałaś 92 lata, a trzymałaś się tak, że dobrze to zdecydowanie za małe słowo. Naprawdę myślałem, że dożyjesz 120 - byłaś tak świadoma, tak rozumna, tak obecna. Zawsze uważałem Cię za osobę, która mimo wieku myśli podobnie jak ja. Bez tej "starczej etykietki", którą ludzie czasem komuś przyklejają: że ledwo chodzi, wszystko robi powoli, już nic nie potrafi, trzeba go wyręczać. Ty byłaś zaprzeczeniem tych stereotypów. Byłaś ciepła. Spokojna. Opiekuńcza. Nigdy nie pamiętam Cię złej - raczej z tym Twoim spokojnym uśmiechem, który mówił więcej niż długie rozmowy. Mówiłaś do mnie "synku", a ja naprawdę czułem do Ciebie coś jak do mamy. Nie jak do babci, którą się kocha, tylko jak do mamy, która po prostu jest i stoi za tobą murem, nawet kiedy nic nie mówi. Czułem, że jesteś ze mnie dumna. I to było dla mnie ważne, bo w Twoich słowach nigdy nie było pustej porady. To była otucha. Taka prawdziwa, życiowa...

KILLING SATOSHI

Kiedy Hollywood bierze się za Bitcoina, wiadomo że będzie pościg. Nie planowałem pisać o filmie. Naprawdę. Mam wystarczająco dużo innych rzeczy na głowie, żeby jeszcze zajmować się Hollywood. Są jednak takie momenty, kiedy popkultura puka do drzwi mojej bańki informacyjnej i mówi: "Siema, teraz my będziemy opowiadać znaną Ci historię". Nie ma wyjścia - musiałem usiąść i sprawdzić, czy to będzie opowieść, czy bajka z morałem dla inwestorów detalicznych. Kiedy usłyszałem o filmie " Killing Satoshi ", nie zareagowałem jak fan kina. Zareagowałem jak człowiek, który widzi, że ktoś właśnie bierze jego rzeczywistość, wrzuca ją do blendera i próbuje zrobić z tego thriller.  Bo umówmy się - dla przeciętnego widza Bitcoin to nadal: magia + przestępcy + wykres na giełdzie Dla ludzi z branży to infrastruktura, eksperyment zaufania w historii internetu, a tu nagle, Hollywood mówi, że zrobią film o Bitcoinie. No to chwila. Stop. Zanim ktoś wyjdzie z kina i zacznie...

Zdecentralizowana nadzieja i 22 tokeny cierpliwości

Jakiś rok temu kupiłem sobie trochę tokenów na Ethereum. nie jakiegoś garażowego projektu z Discorda , tylko dużego, znanego podmiotu. Wiesz - takiego z portfelem gier, partnerstw, finansowania i grubych komunikatów prasowych. Znam spółkę, jest na giełdzie, zresztą w krypto jestem od 2017r., więc to nie był skok na ślepo. Podmiot o utartej, ugruntowanej pozycji. Wszystko wyglądało jak zawsze - poważnie. Pomyślałem: okej, to już nie dziki zachód - wchodzę. Skoro jest znane logo, rada nadzorcza i strona "About Us" dłuższa niż regulamin konkursu w Lidlu, to przecież nie może się nie udać. Projekt kręcił się ( i nadal kręci ) wokół zdecentralizowanej tożsamości. Masz unikalny w skali ZIEMI, swój jedyny ID, logujesz się nim do ekosystemu, łupisz w gry, rozwiązujesz ankiety i zbierasz punkty reputacji jak w Black Mirror. Nawet było KYC!  Brzmiało sensownie. Tożsamość. Reputacja. Przyszłość Internetu. Nie kupowałem marzeń, raczej dostęp do systemu. Zadzia...

Patrzę na swoje wspomnienia jak Dende na Ziemię

Oglądam Dragon Balla Oglądam, bo kiedy widzę pojedyncze kadry - te nieruchome sceny z lekko rozmytym tłem, z kolorem, który nie jest ani do końca czysty, ani do końca brudny - mam wrażenie, że dokładnie tak wygląda moja pamięć; jakby ktoś specjalnie nie chciał jej wyostrzać, żeby nie zepsuć klimatu. Ostatnio trafiłem na odcinek, w którym Dende stoi w Boskim Pałacu i patrzy z góry na Ziemię. Nagle  przez krótką chwilę, poczułem to coś, jakbym był znowu dzieckiem - to było przyjemne uczucie. Bo ja swoje dzieciństwo widzę dokładnie tak samo - jako piękne bezkresne niebo, pod którym wszystko się wydarzyło ale do którego nie da się już zejść. Mogę sobie tylko patrzeć..  Wiem, że bajki z tamtych lat nie były technicznie dobre, nie miały tej krystalicznej ostrości, płynności klatek, dopieszczonych szczegółów. Miały to coś innego, ten sentymentalny "filmowy" efekt, którego dziś nie potrafię nazwać, ale wiem, że to on sprawia, że wspomnienia nie są ostre, ty...

Mój hejt nie zaczął się w internecie

Mój hejt, nie zaczął się w internecie w komentarzach pod artykułami ani na żadnym portalu, gdzie ludzie kłócą się o wszystko, od polityki, po to jak prawidłowo obierać ogórka. On zaczął się dużo wcześniej: w pracy, przy porannej kawie, w miejscu, które z założenia miało być neutralne, a w praktyce działało jak codzienna aktualizacja systemu operacyjnego pod nazwą wkurw.exe . I tak, ten wpis będzie nieco dłuższy, dotyczy hejtu - i hejtu w internecie. Możemy go później przedyskutować, ale pozwól, że zacznę od opowiedzenia swojej historii. Ta historia nie jest tylko o pracy - to historia o tym, skąd bierze się hejt, jak działa w małych grupach i dlaczego hejt w internecie jest tylko jego cyfrową wersją na sterydach. Poranna instalacja pogardy Na początku to w ogóle nie wyglądało groźnie. Ja byłem nowy, któryś z kolei w rotacji kadrowej, więc naturalnie szukałem miejsca, gdzie można usiąść, wypić kawę, pogadać z ludźmi i nie czuć się jak NPC w tutorialu do nowej gry. Był p...

RSS nie jest martwe.

RSS: Dobre wino kontra sikany bełt z Biedry. Dzisiejszy internet pewnie by smakował jak sikany bełt: słodki, tani, kolorowy, łatwo wchodzi i następnego dnia boli głowa. Tak teraz jest: scroll, scroll, scroll, reklama, drama, kurs, wojna, piesek, AI, crypto, kolejna reklama, a między tym wszystkim siedzi sobie człowiek - niby obecny ale mentalnie wymęczony. Internet miał nas łączyć, tymczasem połączył głównie reklamy z naszym zmęczeniem. Ostatnio przeglądałem sobie bloga takiego gościa, którego od czasu do czasu czytam. Facet techniczny, konkretny, trochę fizyki, trochę systemów, bez marketingowej piany; ogólnie uważam go za bardzo ogarniętego. Na jego stronie był wpis o tym, że przeprowadził się z San Francisco do mniejszego miasta, potem że odciął się od sociali i informacji z głównego nurtu, a na końcu napisał kilka zdań o RSS i o tym, że trafił na ciekawy blog technologiczny i był zawiedziony, bo nie było w nim linka do RSS.  Miałem takie  "Ooo" .  ...

Going analog: Świadomy trend na 2026

Ramen internetu i ziemniaki analogu. Lubisz ramen? Ja lubię, k-o-c-h-a-m ramen. Ale jeśli jesz ramen trzy razy dziennie, przez pół roku, to w końcu przychodzi ten dzień, kiedy stoisz nad miską i myślisz: "Ja już nie chcę, ja już nie mogę, ja chcę.. ziemniaki" . Tak mniej więcej wygląda moment " going analog ", jak po paru latach tego internetowego żarcia, nagle budzisz się z refluksem informacyjnym, patrzysz w telefon i masz wrażenie, że Twój mózg ma biegunkę. Scroll zamiast myślenia Popatrz na dzisiejszy internet. Serwisy newsowe to taśma produkcyjna treści, social media karmią Cię ściekiem, a generatywne AI dba o to, żeby nigdy Ci nie brakowało treści. Jak robi się zbyt nudno to chociaż obejrzyj: czy to jakiś mem w 6 nowych wersjach, czy to jakiś filmik o hindusie filmującym się przy jadącym pociągu, a może nowy challenge z lizaniem podłogi..? głupot nie brakuje. To nie są informacje , to jest zawartość przemiałowa. Mózg niby coś przeżuwa, ale nic z tego...

Status w życiu: confirmed. Dobra, super, a co dalej?

Mózg mi nie odpisał na e-maila z gratulacjami. Zrobię to najprościej jak umiem, choć chyba prosto nie będzie, bo to tekst o tym, że wszystko jest proste, dopóki mózg dostaje instrukcje co ma robić dalej. U mnie instrukcje zawsze były, checklisty lśniły, dopamina na baczność, a projekty czekały jak pizze na dowóz o 2 w nocy. Tylko że teraz gdy lodówka jest pełna, portfel nie krzyczy o uwagę, mogę wyjść do ulubionej restauracji a powiadomienia mam wyciszone, ja dalej siedzę po nocach i rozkminiam, składam, czytam i analizuję, sklejając coś z niczego, jakbym - jak ten górnik - próbował "wydobyć" nowy blok z własnych oczekiwań, choć nagroda jest już dawno wypłacona. A ja?  (albo mój mózg)  Ciągle nie potrafię tego zatrzymać. Próbowałem poszukać czegoś, z czym się ostatnio mierzę ale nie wiedziałem nawet czego szukać i od czego zacząć. Problem mam taki, że po każdym wow! mój mózg wraca do ustawień fabrycznych i mówi: "fajnie było, ale ja bym jeszcze coś porobił, coś wymyśl...

Python Bitcoin bsv-sdk: R-Puzzle

R-Puzzle, czyli bitcoin bez pytania "kim jesteś?" Normalny Bitcoin jest strasznie grzeczny. Monety są przypięte do utxo, utxo do adresów, adresy do kluczy, klucze do właścicieli. Chcesz wydać środki? Proszę bardzo, pokaż klucz prywatny. Bitcoin (BSV) pozwala jednak zajrzeć głębiej pod maskę. Okazuje się, że podpis, który zwykle traktujemy jak czarną skrzynkę, składa się z konkretnych liczb. Jedna z nich nazywa się R;  zwykle nikogo ona nie interesuje - jest jak numer seryjny śruby w silniku - musi być, ale nikt o niej nie rozmawia ale kiedyś, ktoś wpadł na pomysł: a gdyby zrobić z niej klucz do sejfu? Zamiast więc mówić blockchainowi: "Te monety należą do tego konkretnego klucza prywatnego" mówimy: "Te monety może wydać ten, kto zna sekret " To trochę jak zostawienie szklanej skrzyni ze złotem na środku placu i kartki z napisem, że można sobie wziąć zawartość jeśli zna się kod do skrzyni. W poprzednich wpisach pythona i bsv-sdk, gdy wydawaliśmy nasze ...

"co robić, kiedy..." : Problem z uzależnieniem od gier

Kiedy patrzę na współczesne gry, nie widzę już niewinnej rozrywki W poprzednich tekstach pisałem o cyfrowym minimalizmie, o higienie bodźców , o sztuce wyciszania internetu, który coraz częściej zachowuje się tak, jakby był wielkim bazarem. Dzisiejsza technologia nie męczy nas przypadkiem - ona jest zaprojektowana, żeby nas męczyć.  Od cartridga z rynku.. do tego wpisu Zanim w ogóle zaczniemy "rozmawiać" o tym, dlaczego gry zaczynają przypominać soczewki AR dla mózgu, żrą nasz czas, a na końcu zostawiają człowieka z pustką udającą satysfakcję - muszę zrobić jedno zastrzeżenie: nie piszę tego jako ktoś, kto stoi z boku i moralizuje z bezpiecznej odległości, tylko jako człowiek, który przejechał tę trasę i grał tak jak Ty .  Od dziewiątego roku życia, kiedy dostałem Pegasusa  MT-777DX, żyłem w rytmie cartridge’y kupowanych na rynku. Potem był pierwszy PlayStation, taki jeszcze z magicznym laserem, który czasem trzeba było "przerobić" żeby móc grać w gry, które nie...