Bitcoin SV (BSV) vs Bitcoin Core (BTC)
Jeśli chciałbyś tworzyć na BTC, to mój czwarty wpis z pythonem, mógłbym nazwać jako finał sezonu. BTC to sieć, która przez lata została tak skrupulatnie przycięta, ograniczona, obudowana zakazami i filozofią minimalizmu, że praca dewelopera bardziej przypomina zabawę w origami, w której możesz złożyć tylko żurawia. Takim przelewem w jedną stronę; paczką wartości, którą możesz przesłać, a potem patrzeć jak leży martwa i nienaruszona w zimnym portfelu. Z punktu widzenia programisty oznacza to, że nie masz narzędzi, by zrobić cokolwiek poza wysłaniem monet z punktu A do punktu B. Można próbować udawać, że Bitcoin Script to wciąż język, ale prawda jest taka, że w wersji z BTC jest jakby amputowano mu obie ręce, jedną nogę i pół mózgu. Można pisać P2PKH, możesz pisać multisig, możesz wkleić parę bajtów w OP_RETURN i to koniec zabawy. W BTC wszystko, co ciekawe, musiałoby wydarzyć się poza protokołem, w jakiejś warstwie drugiej, trzeciej, dziesiątej, ale nigdy tam, gdzie naprawdę chciałbyś pracować.

Tymczasem Bitcoin SV (BSV) stoi po drugiej stronie - blockchain, który z założenia miał być prostym systemem UTXO, jest nośnikiem dla kontraktów, danych, metadanych, tokenów, gier, transmisji, a nawet czegoś tak absurdalnie eleganckiego jak R-Puzzle (jeszcze napiszę o tym), czyli konstrukt, którego w BTC po prostu nie da się zrobić.
To robi gigantyczną różnicę, jako programista przestajesz pracować w systemie, który pozwala Ci tylko sprawdzić klucz i zatwierdzić transakcję. Zaczynasz pracować w środowisku, gdzie możesz przerabiać sam "podpis" jak glinę, gdzie możesz powiedzieć: "fundusze wyda osoba, która podpisze dane z konkretnym hasłem" - ale nie, tu nie chodzi o klucz prywatny, tylko hasło 😎 możesz zablokować monety jak w szklanym sejfie, każdy będzie widział ile jest do wzięcia i później zrobić wyścig, gdzie wygrywa ten kto pierwszy je.. odgadnie!
Różnica pomiędzy BTC i BSV nie jest kosmetyczna - to różnica programistyczna, realna, widoczna i namacalna ale też filozoficzna. BTC to środowisko, w którym możliwości są nie tylko ograniczone, ale aktywnie wycinane. BSV to środowisko, w którym kreatywność jest normalną częścią pracy, a nie odstępstwem od normy.
BSV czy BTC? czytanie ze zrozumieniem, bez fanclubów
Żeby w ogóle sensownie odpowiedzieć na pytanie, które z obecnych wcieleń Bitcoina jest bliżej oryginalnej wizji Satoshiego Nakamoto, trzeba zrobić coś, co w świecie kryptowalut bywa odbierane jak herezja: przestać słuchać ludzi i zacząć czytać dokument. Nie tweety, nie blogi i nie "co Satoshi miał na myśli", tylko to.. co faktycznie napisał w 2008 roku, gdy opublikował "Bitcoin: A Peer-to-Peer Electronic Cash System". Traktujmy ten tekst jak specyfikację techniczną, bo dokładnie tym on jest.
Sam tytuł ustawia poprzeczkę bardzo konkretnie, bo Satoshi nie napisał "A Store of Value System", "A Settlement Layer", czy też "Digital Gold for Institutions", tylko "A Peer-to-Peer Electronic Cash System" - elektroniczna gotówka peer-to-peer - czyli coś, co z definicji ma być używane często, tanio i bez pośredników. W samym wstępie autor mówi wprost o płatnościach online przesyłanych bezpośrednio od jednej strony do drugiej, bez przechodzenia przez instytucję finansową, co w naturalny sposób pokazuje, że koszty takiej transakcji muszą być niskie - inaczej system traci sens.
Tu pojawia się pierwszy punkt zapalny.. BTC w swojej obecnej formie, funkcjonuje dziś w paradygmacie, w którym transakcja on-chain jest czymś rzadkim, drogim i traktowanym niemal ceremonialnie, a codzienne użycie jest wypchnięte do warstw pośrednich. To podejście da się obronić inżynieryjnie, ale nie da się go bezpośrednio wyprowadzić z treści whitepapera, bo Satoshi nigdzie nie opisuje architektury wielowarstwowej, kanałów płatności ani systemów hubowych jako domyślnego sposobu użycia. To są rozwiązania wtórne, powstałe w odpowiedzi na przyjętą decyzję o ograniczeniu przepustowości warstwy pierwszej.
BSV z kolei interpretuje pojęcie gotówki literalnie, zakładając, że skoro to ma być gotówka, to opłaty muszą być znikome, a liczba transakcji potencjalnie bardzo duża. Duże bloki i niskie opłaty nie są tu ideologicznym wyborem, tylko konsekwencją czytania pierwszych akapitów dokumentu. Przeciwnicy powiedzą, że whitepaper nie mówi wprost o nieskończonych blokach. Tak, to jest prawda ale również prawdą jest to, że nie mówi też o sztucznym limicie, ani o tym, że każdy użytkownik ma prowadzić pełny węzeł na laptopie z marketu.. 😅
W BTC przy sztywnym ograniczeniu przepustowości, opłaty rosną wraz z popytem. Górnik zarabia, ale cena pojedynczej transakcji idzie w górę, co zabija mikropłatności. (Ja wiem, że opisywano w internecie takie przykłady jak wysłanie BTC w ilości 1000000 USD i trąbiono, że taki transfer w porównaniu do systemu SWIFT wyniósł tylko 100 USD ale nikt nie raczył ludziom wytłumaczyć, że wysłanie 1 USD też kosztowało... 100 USD!) W BSV przy braku limitu bloku opłata za bajt jest mikroskopijna, a motywacja górnika pochodzi z masy transakcji, nie z wysokiej ceny za sztukę. To jest bliższe intuicji z whitepapera: wiele małych płatności w systemie, a nie kilka wielkich przelewów na blok.
To prowadzi nas do skalowania i architektury sieci, czyli kolejnych sekcji dokumentu. Whitepaper opisuje prosty model: transakcje są rozgłaszane, węzły zbierają je w bloki, a sieć rośnie wraz z zapotrzebowaniem. Nie ma tam ani jednego zdania sugerującego, że przepustowość powinna zostać zamrożona dla "dobra decentralizacji". Argument BTC, że decentralizacja wymaga taniego pełnego węzła dla każdego, nie wynika z dokumentu, tylko z późniejszej interpretacji decentralizacji jako równości sprzętowej, której Satoshi nigdy nie zdefiniował.
No i tutaj dochodzimy do poważnego argumentu, miłośników węzłów BTC z marketu: "duże bloki prowadzą do centralizacji". Nie do końca, bo whitepaper to przewiduje i akceptuje. W sekcji 8 wprowadza SPV, czyli mechanizm, w którym większość użytkowników nie prowadzi pełnego węzła, tylko weryfikuje transakcje przez nagłówki bloków. To jest kluczowy fragment, który często bywa pomijany, bo burzy romantyczną wizję ,że wszyscy są węzłami.
Satoshi wprost zakłada podział ról:
- górnicy jako operatorzy infrastruktury,
- użytkownicy jako klienci SPV.
BSV dokładnie na tym modelu opiera swoje skalowanie, podczas gdy BTC kulturowo traktuje SPV jako rozwiązanie gorszej kategorii.
Kiedy przechodzimy do skryptów i programowalności, whitepaper znów jest zwięzły, ale znaczący. Definiuje monetę jako łańcuch podpisów cyfrowych i zakłada elastyczność warunków wydawania środków. BTC z powodów bezpieczeństwa, wyłączyło znaczną część oryginalnych opcodów, co było zrozumiałe w początkowej fazie rozwoju, ale z czasem stało się trwałym ograniczeniem funkcjonalności warstwy bazowej. Często też słyszę, że "BTC ma najwięcej deweloperów". To bardzo mylące stwierdzenie, bo nie interesuje mnie liczba ludzi przy klawiaturach, tylko przestrzeń, w której te klawiatury mogą coś realnie zmienić. Sama obecność kont na github'ie, które polubiły i rozwidliły repozytorium BTC, nie jest jeszcze dowodem na programowalność systemu, jeśli warstwa bazowa została zredukowana do wysyłania wartości z A do B w sposób możliwie rzadki i możliwie drogi.
Na BTC deweloper nie projektuje zachowania pieniądza, tylko obchodzi jego ograniczenia, budując portfele, giełdy, indeksatory, rozwiązania off-chain, mosty do Lightninga i całą infrastrukturę pomocniczą, która istnieje dlatego, że na samym łańcuchu niewiele można zrobić bezpiecznie, tanio i często. Nie krytykuję ich umiejętności, tylko opisu środowiska, w którym skrypt jest celowo ograniczony, opłaty zmienne, a przepustowość traktowana jak zasób luksusowy.
W efekcie większość "innowacji" BTC dzieje się obok łańcucha, a nie na nim, co stoi w kontrze do whitepapera, który opisuje system, w którym to transakcja jest podstawową jednostką programowalności, własności i logiki.
BSV wypada tu inaczej ale nie dlatego, że ma lepszych deweloperów, tylko dlatego, że daje im więcej przestrzeni w samej warstwie protokołu: tanie transakcje pozwalają traktować blockchain jak potok danych, pełny Script umożliwia konstruowanie warunków wydania środków jako kodu, a brak sztucznego limitu przepustowości sprawia, że deweloper nie musi pytać, czy go na to stać - tylko - czy to ma sens logiczny.
To jest dokładnie ta różnica, której nie da się zagadać narracją: BTC ma wielu deweloperów, ale mało powierzchni roboczej na samym łańcuchu; BSV ma mniej deweloperów, ale większy obszar, na którym kod może faktycznie żyć w konsensusie, a nie na serwerze jakiegoś pośrednika.

PRYWATNOŚĆ
Satoshi nie obiecywał anonimowości w stylu systemów bankowych ani ukrywania danych w stylu Monero. Opisał model, w którym prywatność wynika z używania nowych kluczy i oddzielenia tożsamości od adresów. Tu pojawia się subtelny, ale ważny szczegół: ten model działa sensownie tylko przy niskich opłatach, bo jeśli każda transakcja kosztuje kilka dolarów, to zalecenie używania nowego adresu przestaje być praktyczne. BSV dzięki tanim transakcjom, realizuje ten model dokładniej; BTC próbuje go kompensować technikami mieszania, które w whitepaperze nie występują.
FETYSZYZM GENEZY
W ekosystemie BTC doszło do osobliwego paradoksu, który rzadko bywa nazywany po imieniu. Whitepaper Satoshiego jest tam traktowany niemal jak relikwia, cytowany na x.com, drukowany na koszulkach, przywoływany w kłótniach i czczony w estetyce "laserowych oczu" (takie konta na x.com), ale jednocześnie jego literalna treść została w praktyce odłożona gdzieś na półkę jako dokument historyczny, a nie techniczna specyfikacja systemu. To trochę tak, jakby ktoś codziennie przysięgał wierność konstytucji, a potem tłumaczył, że realne prawo i tak musi iść w inną stronę, bo czasy się zmieniły.
Problem nie polega na tym, że BTC ewoluowało - ewolucja systemów technicznych i tak jest naturalna - tam problem polega na rozdwojeniu języka. Z jednej strony słyszę narrację: "wszyscy jesteśmy Satoshi", " BTC to oryginalny Bitcoin", "whitepaper jest święty", a z drugiej strony realną praktykę, w której : tanie mikropłatności on-chain, skalowanie w jednej warstwie, akceptacja SPV jako modelu masowego użytkownika czy elastyczność skryptów są.. reinterpretowane, ograniczane albo uznawane za niepożądane. To nie jest powrót do źródeł - to zaradne zarządzanie mitologią.
Satoshi Nakamoto jako symbol buntu, avatar decentralizacji i patron ideologii jest w BTC obecny wszędzie, natomiast Satoshi jako autor konkretnego projektu inżynieryjnego jest często ignorowany.
Zauważyłem, że im głośniej taka społeczność deklaruje wierność Satoshiemu, tym rzadziej chce rozmawiać o treści jego tekstu. Bo to lektura prowadzi do niewygodnych pytań o: rozmiar bloku, SPV, rolę górników jako infrastruktury, o to czy każdy musi mieć pełny węzeł - skoro sam autor opisał scenariusz, w którym większość użytkowników go nie ma. Zamiast tego mamy skróty myślowe, hasła i estetykę, które dobrze wyglądają w social mediach, ale słabo znoszą konfrontację z dokumentem źródłowym. BTC czci Satoshiego jak ikonę, ale traktuje jego whitepaper jak legendę, którą wolno interpretować, skracać i poprawiać.. byle nie czytać jej zbyt dosłownie.
A ten tekst o Bitcoin, też może Cię zainteresować.
Cześć!
**Gwarantuję Ci niezmienność moich treści**
Hash artykułu:
ID transakcji: sprawdź OP_RETURN i porównaj jego hash
Komentarze
Prześlij komentarz