AR Browsing: Od zapomnianych pomysłów do cyfrowej rewolucji
AR Browsing - przeglądanie rozszerzonej rzeczywistości - to technologia, która wygląda jak jutro, choć powstała jeszcze wczoraj i średnio mi się podoba. Jej rodowód sięga lat 90, kiedy Steven Feiner z Columbia University skonstruował swoje słynne Touring Machine (1997): urządzenie w plecaku, ekran na głowie, czujniki. Idziesz przez miasto a świat ma warstwę komentarza. Tablice informacyjne unoszą się w powietrzu, strzałki pokazują drogę a budynki zyskują opisy, których wcześniej nikt nie widział. Z kolei Louis Rosenberg w 1992 roku zbudował pierwszy funkcjonujący system AR w Air Force Research Laboratory. System pokazywał wirtualne bariery, wirtualne prowadnice, wirtualne granice. Jeśli próbowałeś coś zrobić, co byłoby niebezpieczne - nie możesz. Jeśli chciałeś iść w konkretnym kierunku - wirtualna prowadnica mogła Cię prowadzić - to był chyba pierwszy, praktyczny system AR.
Jednak jeszcze wcześniej, Ivan Sutherland stworzył prawdopodobnie pierwszy taki AR już w.. 1968 roku! Ten sam człowiek stworzył też jeden z pierwszych hełmów VR ale eksperymentował również z nakładaniem grafiki na obraz rzeczywisty. To czasy zanim istniał Internet; Sutherland miał headset, którym ruszał głową, a komputer rysował mu szkielety obiektów w powietrzu. Było to oszałamiające i absolutnie nieużytkowe, ciągnęło za sobą tyle kabli, że wyglądało jak mała sieć elektryczna.
To była wizja epoki, w której słowo "smart" dotyczyło co najwyżej garnituru. Potem przez dwie dekady AR pojawiało się i znikało jak ambitny ale przerośnięty projekt studencki - niby ciekawy, ale nikt nie wiedział, do czego to właściwie wykorzystać. Dziś wraca z rozmachem, który potrafi jednocześnie zachwycić i przestraszyć.
AR Glass: od fikcji do rzeczywistości
Pamiętasz scoutera z Dragon Ball? To urządzenie, które nakładało się na oko i od razu pokazywało moce przeciwnika, jego współrzędne i profil. Świat z warstwą danych - wszystko etykietowane, wszystko zmapowane. Wydawało się czystą science fiction: manga z lat 80, rozrywka dla dzieci ale gdzieś po drodze się okazało, że to nie była science fiction.
źródło - https://dragonballuniverse.fandom.com/wiki/Scouter
W Terminatorze - wzrok T-800, każdy człowiek ma etykietę, każdy obiekt ma funkcję, każde działanie ma sekwencję, świat jako tabela danych - twarze rozpoznane, zagrożenia ocenione, cele zaznaczone. W Raporcie Mniejszości Tom Cruise macha rękami w powietrzu, manipuluje hologramami, sortuje informacje ale to nie VR odłączone od rzeczywistości - to AR nakładane bezpośrednio na rzeczywistość. W Ghost in the Shell, Motoko Kusanagi nie miała potrzeby okularów, miała implant w mózgu - bezpośrednie połączenie z siecią. Wizja, która wydawała się szaleństwem.. a dziś Elon Musk z Neuralink'iem, traktuje to całkiem poważnie.
Zapomniana, schowana technologia?
I tak i nie. Feiner pracował sobie w Columbia University i publikował swoje badania w IEEE Transactions - mały krąg naukowców czytał, machał rękami a reszta świata miała to gdzieś. Przez całe lata 90 i 2000 AR był domeną laboratoriów: MIT, Stanford i Carnegie Mellon. Robili prototypy, pisali prace, czasami jakieś demo na konferencjach ale sprzęt był wtedy drogi, software słaby a zastosowań praktycznych było jak na lekarstwo. No bo co byś zrobił z AR w roku 2005? Nic. VR
wydawał się bliżej niż AR. Ludzie myśleli "okulary AR" jak o czymś z
science fiction.
Google Glass: najdroższa lekcja pokory
Zanim Google Glass narobił sensacji i wywołał panikę, pracował nad nim prawie w ciszy. Sergey Brin - co-founder Google'a - wpadł na pewien pomysł, gdzieś pod koniec 2010 roku; spojrzał na rosnącą armię smartfonów i pomyślał, że skoro świat chodzi z nosami w ekranach, to może lepiej zamieścić te ekrany bliżej oczu - wprost na twarzy. Z tej jednej przekornej myśli powstał Project Glass: projekt tak cichy, że przez pierwsze dwa lata nawet sami pracownicy Google nie byli pewni, czy to prawdziwy produkt, czy tylko kolejny artystyczny eksperyment w Google X ale w 2012 roku wszystko się zmieniło.
Google opublikował wideo koncepcyjne. Mało tego - ambitne wideo. Pokazywało świat przez okulary: navigacja, rozmowy ze znajomymi, zdjęcia, wyszukiwanie. Piękne, minimalistyczne i nowoczesne. 27 czerwca 2012 roku to dzień, który przeszedł do historii technologii, ale też do historii przesadnie dramatycznych demonstracji. Sergey Brin wszedł na scenę Google I/O i zrobił to, co każdy wizjoner robi kiedy boi się, że produkt nie sprzeda się sam: zamówił skoczków spadochronowych. Czterech skydiverów skoczyło z samolotu, mając na twarzach Google Glass, transmitując cały ten popis. Publiczność krzyczała, media dostawały amoku. Problem polegał na tym, że przyszłość nadeszła bez pytania ludzi, czy aby na pewno chcą mieć na ulicy tysiące osób z kamerą na twarzy i baterią, która trzymała krócej niż wspomnienia z wczorajszego wieczoru (2,5 godziny). Okazało się bowiem, że człowiek w Google Glass wygląda nie jak technologiczny innowator, tylko jak ktoś kto przyjechał podglądać innych. W barach ludzie odwracali głowy, w restauracjach kelnerzy stawali się nerwowi a w kinach i kasynach pojawiły się zakazy. Powstało nawet słowo, którego żaden marketingowiec nie chce widzieć pod swoim produktem: glasshole. W 2015 - po zaledwie dwóch latach na rynku - Google oficjalnie wstrzymał ich sprzedaż. Strata? Według niektórych szacunków: 895 milionów dolarów.
Pokémon Go
W 2016 roku Niantic Labs(firma która była wewnętrznym startup'em Google) uruchomiła grę Pokemon GO. Łapiesz wirtualne potwory w rzeczywistości, chodzisz sobie po mieście z telefonem trzymanym przed sobą - to było to. Nic więcej. W pierwszym miesiącu, grę pobrano ponad 500 milionów razy. Ludzie wychodzili na ulice, parki zapchane, jedni grali, inni sprawdzali co to takiego. Po raz pierwszy zwyczajni ludzie mieli doświadczenie AR - nie w laboratorium, nie w marketingowym pokazie ale na telefonie w kieszeni (lub na rowerze).
W 2017 roku Google powrócił z Glass Enterprise Edition - wersją dla biznesu. Fabryki, logistyka, medycyna. Nie dla konsumenta - dla robotnika. Nawet to się nie rozwinęło. Glass Enterprise Edition 2 wyszła w 2019 i.. Google ostatecznie zamknął obsługę konsumenta tej wersji w 2020 a w 2023 ostatecznie wycofał z dystrybucji.
W maju 2025 Sergey Brin pojawił się na konferencji Google I/O ponownie. Padło pytanie o Glass a Brin powiedział coś zadziwiająco szczerego: nie wiedział, jak zbudować sprzęt w cenie, na którą ludzie mogą sobie pozwolić i o tym że nie wiedział nic o łańcuchach dostaw elektroniki użytkowej. Dodał, że Glass wyprzedzał możliwości technologiczne, miał ambicje, których technologia - nawet u Google'a - nie potrafiła realizować. Bateria, procesor, ekran.. nic z tego nie było gotowe.
Gates miał rację - tylko pomylił się o dwie dekady
Bill Gates ma jedną cechę charakterystyczną: nieustępliwość w swoich przepowiedniach. W październiku 1997 powiedział jasno: "W ciągu najbliższych dziesięciu lat będziemy używać nie tylko klawiatury i myszy - rozpoznawanie mowy stanie się standardową częścią interfejsu". Potem powtórzył to w 1998, 1999, 2008. Każda dekada miała przynieść koniec pisania. Ale może tym razem Gates miał rację, bo pisanie staje się powoli.. problemem.
Obserwujesz to sam: składasz zapytanie i masz natychmiastową odpowiedź. Jest niepełna? - to dalej stukasz w klawisze jak małpa w laboratorium. Pisanie zajmuje czas, wymaga skupienia i wymaga klawiszy; klawisze to klawiatura a ona, trzyma nas przy biurku. I tu jest haczyk, który łączy się z AR. Klawiatura to kotwica, która trzyma nas przy biurkach, przy telefonach, przy urządzeniach i kiedy ją odetniesz, całe użycie technologii może się przenieść z ekranów na okulary, z pisania na mówienie a z siedzenia na chodzenie. Moment, w którym wyciągnięcie telefonu stanie się zbędnym wysiłkiem, to moment, w którym okulary AR wejdą na dobre. Nie jako gadżet dla geeków tylko jako naturalny sposób bycia z technologią.
AR Browsing: Uber Hardcore Attention Mode
W poprzednich tekstach wiele razy wracałem do tematu manipulacji uwagą - od cyfrowego minimalizmu, przez higienę bodźców, aż po te wszystkie mikrostrategie projektowane po to, byśmy klikali trochę częściej, przewijali trochę dalej i oddawali trochę więcej swojego czasu temu, co monetyzuje ludzką słabość. Właśnie dlatego kiedy myślę o okularach AR jako o kolejnym "przełomie", to wcale nie widzę w nich naturalnego następstwa smartfonów, tylko coś bardziej niepokojącego: nową warstwę interfejsu, która nie będzie już jedynie oknem do świata, lecz stanie się jego redaktorem naczelnym, który wybiera co widzimy, jak widzimy i kiedy zdarza nam się to widzieć. Oczywiście, ona będzie dawała jakieś "woow" i na pewno będzie wspomagała jakieś części naszego życia (choćby tłumaczenia w czasie rzeczywistym - Ty gadasz po polsku a ten drugi po mongolsku) ale nie wierzę w to, że zakładasz okulary, odrzucisz politykę prywatności i nic co zobaczysz, na czym skupisz uwagę, bekniesz, pierdniesz i inne dziwne zachowania.. nie zostanie przesłane do bazy danych z ID: USER-POLAND76g38381h18#. Nie wierzę.
To technologia, która potrafi podbić nasycenie produktu na półce sklepowej tak, by wyglądał trochę bardziej zachęcająco, bardziej seksownie; która potrafi wyświetlić dyskretną podpowiedź kierującą cię w stronę konkretnej restauracji akurat wtedy, gdy jesteś zmęczony i podatny. Największym ryzykiem jest możliwość modulowania rzeczywistości: poprawiania barw, wygładzania faktur, zaokrąglania krawędzi i podbijania estetyki w miejscach, gdzie algorytm uzna to za korzystne. Bo jeśli urządzenie potrafi sprawić, że coś wygląda choć odrobinę bardziej atrakcyjnie, znajomo lub "dopasowane do użytkownika", to w praktyce oznacza to, że potrafi kierować naszymi decyzjami nie poprzez perswazję ale poprzez percepcję.
Nawet Louis Rosenberg (to ten z początku wpisu), uznawany za jednego z ojców współczesnej rozszerzonej rzeczywistości, od lat ostrzega, że masowe okulary AR mogą zmienić sposób, w jaki formują się nasze decyzje i percepcja. Jego wypowiedzi wracają dziś jak bumerang w kontekście Apple Vision Pro, Meta AR i prób Google powrotu do świata AR. Kilka lat temu powiedział coś, co brzmi jak niewinna i zarazem głęboka obserwacja:
"Ludzie, którzy zawsze będą nosić okulary AR, nigdy nie będą się nudzić. Okulary zawsze będą im coś pokazywać – informację, nawigację, sugestię. Nigdy nie będą się nudzić, nigdy nie będą błądzić po mieście. A jeśli nigdy nie będą błądzić, nigdy nic nie wymyślą"
Tak.. i nie o klawiaturę tu chodzi, nie o manipulację (choć też jest), tylko o coś głębszego: o utratę przypadkowości jako źródła kreatywności. Mając okulary nigdy się nie zatrzymam w dziwnej przypadkowej kawiarni, nie porozmawiam z przypadkową osobą, - te sytuacje z "błądzenia" mogą odmieniać przecież nasze życie. Najlepsze pomysły pochodzą z nudy i każdy twórca to wie, nawet Newton siedział pod jabłonią i się nudził. A gdy masz okulary AR, które zawsze Cię bawią? Nigdy nie będziesz się nudzić, nigdy nie będziesz siedział pod jabłonią; będziesz chodził po mieście z zawartością transmitowaną bezpośrednio do oczu a tam jest już bardzo mała odległość do Twojego mózgu. A co to dopiero będzie z Neuralink..?
I jeśli mam być szczery - jeśli mam zostawić cię z jedną myślą - to napiszę to brutalnie:
świat, który nigdy nie pozwala Ci się zgubić, zawsze będzie trzymał Cię na smyczy.
Cześć!
Jeśli moje wpisy przypadły Ci do gustu i chcesz wesprzeć rozwój bloga, możesz postawić mi wirtualną kawę (GGwallet czeka!). Oczywiście, to całkowicie dobrowolne - blog i tak zawsze będzie dostępny za darmo. Dzięki za każde wsparcie, nawet to w formie dobrej energii! ☕😊
**Gwarantuję Ci niezmienność moich treści**
Hash artykułu:
ID transakcji: sprawdź OP_RETURN i porównaj jego hash
Komentarze
Prześlij komentarz