Internet jest pseudoanonimowy.
Możesz być anonimowy, ale możesz też wcale nie chcieć taki być. Jeden kabel, ten sam router, ten sam komputer - tylko inny zestaw reguł po stronie aplikacji albo w Twojej głowie.
W dzień jesteś przyjemnym gościem na poczytnym portalu. Czytasz komentarze, udajesz, że znasz się na temacie, a na czyjąś zaczepkę odpowiadasz uśmiechem :). Wieczorem klikasz connect i wysyłasz w internet swoje przyrodzenie. Wstawiasz zdjęcie kupy i piszesz, że najchętniej zrobiłbyś taką szefowi na biurko. Potem logujesz się na kolejne konto. Wstawiasz zdjęcie zachodu słońca i kilka banałów o tym, że życie to jednak jest fajne.
Żadna z tych rzeczy nie musi być sama w sobie zła. Każda z nich może być prawdziwa, ale żadna nie jest całą prawdą o człowieku. W internecie możesz przedstawiać siebie na wiele sposobów, również wtedy, gdy opisujesz własne emocje. Zakładasz maskę, a potem kolejną. Nie zawsze po to, żeby kogoś oszukać. Czasem po prostu dlatego, że każda przestrzeń wymaga innej wersji ciebie.
Dopasowany do otoczenia
Poza internetem też nie jesteśmy całkowicie tacy sami w każdej sytuacji. Stoisz w aptece, więc zachowujesz się grzecznie. Nawet jeśli jesteś najgorszym chu-jem, będziesz pilnował języka, bo pani farmaceutka może odmówić ci sprzedaży maści na hemoroidy.
To nie hipokryzja, tylko zwykła społeczna tresura, której uczymy się właściwie od dziecka. Wychowanie polega przecież w dużej mierze na tym, że ktoś przez lata pokazuje nam, co wypada, czego nie wypada, kiedy trzeba być cicho, kiedy można się odezwać, komu należy powiedzieć dzień dobry, a komu można powiedzieć spierdalaj - chociaż tego ostatniego akurat nie wpisuje się do podręczników dobrego wychowania. Kultura jest takim zestawem niewidzialnych instrukcji, które dostajemy na długo przed tym, zanim zaczniemy się zastanawiać, dlaczego właściwie zachowujemy się w określony sposób.
Dlatego przez większość życia uczymy się trochę inaczej zachowywać w zależności od tego, gdzie aktualnie jesteśmy i z kim rozmawiamy. Nie robimy tego wyłącznie po to, żeby udawać kogoś, kim nie jesteśmy. Po prostu wiemy, że człowiek funkcjonuje według różnych zasad w różnych miejscach, a ich przestrzeganie pozwala mu żyć z innymi ludźmi bez ciągłego napierdalania się o wszystko.
W internecie
Możesz przybrać jedną z wielu ról, tylko że platformy bardzo lubią sprowadzać je do dwóch: będziesz grzeczny albo będziesz chujem. Nic pośrodku. Zresztą o tym, jak różne internetowe miejsca potrafią zmieniać sposób, w jaki ze sobą rozmawiamy, pisałem już przy okazji [Discorda i forum].”
A ludzie są tacy jednoznaczni? Nie. To platformy lubią proste etykiety, bo każdy ma być łatwy do rozpoznania, przypisania i oceny. Albo jesteś swój, albo jesteś odklejony. Jak w informatyce: 0/1 albo True/False. Albo zgadzasz się z grupą, albo jesteś jej wrogiem. Możesz oczywiście zmienić zdanie, ale najlepiej nie przy tej samej publiczności.
- Na portalu firmowym będziesz grzeczny.
- Na portalu rodzinnym też będziesz grzeczny.
- Na forum internetowym (clearnet) możesz być grzeczny albo nie
- W anonimowej przestrzeni - przynajmniej teoretycznie - nie musisz tak bardzo pilnować własnego wizerunku.
W takim miejscu, przynajmniej teoretycznie, jeśli się z kimś nie zgodzisz, nie musisz pisać: O, jaki ciekawy punkt widzenia ;). Możesz napisać, że jest tępym chujem. Jeśli chwilę później przyznasz mu rację, nie musisz pisać: Masz rację, nie pomyślałem o tym. Możesz napisać: I chuj, coś jednak do ciebie dotarło albo nawet grzeczniej, ale bez przesadnej uprzejmości.
Taki sposób komunikacji jest brutalny, ale przynajmniej nie udaje, że konflikt nie istnieje. Nie opakowujesz każdej emocji w emoji i nie dodajesz uśmiechniętej buźki do zdania, które w rzeczywistości oznacza, że masz kogoś za idiotę.
Internet po kolejnym liftingu
Dzisiejszy internet jest przekolorowany, dopasowany i wypolerowany - głównie wizualnie. Wszystko płynie, przesuwa się, podpowiada i optymalizuje. Każdy element ma przyciągać uwagę, zatrzymać użytkownika i skłonić go do kolejnego kliknięcia.
Jednocześnie wszystko zaczyna wyglądać tak samo. Te same zaokrąglone ramki. Te same reakcje. Polubienia i serduszka. System profili. Te same zdjęcia, tylko z innym filtrem. Język udawanej spontaniczności.
Internet zaczął ludzi pakować w pudełka. Wszyscy mogą publikować, ale publikują w formatach przewidzianych przez platformę. Możesz wyrazić dowolną opinię, o ile zmieści się w polu komentarza, liczbie znaków, regulaminie i systemie moderacji, a najlepiej jeszcze będzie wystarczająco kontrowersyjna, żeby ktoś ją polubił, ale nie aż tak kontrowersyjna, żeby algorytm się obraził.
Internet robi się nudny
Treści jest za dużo. Trudniej czymkolwiek człowieka zaskoczyć. Każda dziwność została już opublikowana, skategoryzowana, otagowana i zamieniona w format. Szok też ma dziś własny szablon: co, gdzie i jak umieścić, jaki tytuł nadać, żeby spowodować kliknięcie. Dziwność jest przygotowana specjalnie po to, żebyś ją zobaczył.
A mimo tego nadal szukamy czegoś nowego, tylko co właściwie ma nas jeszcze zaskoczyć? Kolejny przekolorowany portal społecznościowy, kolejny filmik zrobiony według tego samego schematu czy może forum, na którym ktoś pisze rzeczy, których nie napisałby pod własnym nazwiskiem?
Anonimowość
Kiedy publikujesz pod własnym nazwiskiem i zdjęciem, zaczynasz uważać nie tylko na to, co piszesz, ale również na sposób, w jaki to piszesz. Możesz mieć najbardziej kontrowersyjną opinię pod słońcem, ale gdzieś pod koniec tekstu bardzo często pojawia się ten mały wentyl bezpieczeństwa: "oczywiście rozumiem drugą stronę", "każdy ma prawo do własnego zdania".
Czy człowiek jest przez to fałszywy? Po prostu wie, że pod tekstem znajduje się jego imię, zdjęcie i profil. Kontrowersyjna opinia przestaje być tylko kontrowersyjną opinią, a zaczyna być opinią konkretnego człowieka, którego za chwilę można wyszukać na Facebooku, znaleźć jego żonę, męża i zdjęcie z wakacji.
Dlatego łatwiej napisać: "uważam, że to jest kompletnie złe, ale oczywiście szanuję odmienne zdanie", niż po prostu napisać: "to jest zjebane".
Ten drugi wariant nie jest bardziej prawdziwy tylko dlatego, że jest wulgarny. Jest natomiast mniej wygodny dla własnego wizerunku. Pod własnym nazwiskiem taki sposób pisania ma po prostu większy koszt.
Myślę, że ludzie masowo nie zaczną przenosić się do dark webu. Nie ma zresztą powodów, żeby zakładać taki scenariusz, bo większości ludzi zwykły internet po prostu wystarcza. Można jednak zauważyć coś innego. Skoro coraz więcej internetu opiera się na profilach, zdjęciach, historii aktywności i budowaniu własnego wizerunku, to całkiem naturalne, że może zacząć nas kusić przestrzeń, w której nie wszystko trzeba podpisywać własnym nazwiskiem.
Komentarze
Prześlij komentarz