Dobry pomysł, skończył na feedzie.
Założyłem konto na Substacku jakiś czas temu, podoba mi się idea tego miejsca. Podstawowe publikowanie jest darmowe, bez opłat i jest za friko newsletter. Wydaje się spoko. Ja piszę. Ktoś zapisuje się na mój newsletter i dostaje tekst prosto do skrzynki. Dlatego nawet dorzuciłem go na bloga bez całej zabawy w ustawianie DNS-ów, serwerów pocztowych itd. No tego, a wiesz co później zrobili ludzie z Substacka? Dodali feed i roleczki 😎 Czyli zje-psuli taką fajną ideę.
Wszedłem sobie kilka dni temu na Substacka dorzucić artykuł z bloga i przeczytałem tam tekst jednego gościa - twórcy. Odebrałem go jako klasyczne narzekanie na to, że platforma zaczęła zmieniać mechanikę, która wcześniej była dla niego atrakcyjna i to, że ludzie mają za mało pieniędzy na subskrybowanie wielu kont. Pokazywał nawet swoje statystyki i wykresy, w których liczba płatnych subskrybentów spadała.
Jego zdaniem problemem był między innymi nowy model Substacka. Dużo darmowych treści, coraz więcej twórców, coraz większa konkurencja. Wspomniał też, że najlepiej wyszli tam ci, którzy weszli odpowiednio wcześnie (brzmi jak model inwestycyjny na giełdzie).
Czyli: drzwi były otwarte, kiedy w środku było niewiele osób. Potem wszyscy zauważyli, że jest tam cieplutko, więc weszli pozostali. Nic nowego. Kiedy czytałem sobie jego tekst, pomyślałem: dlaczego każda nowa platforma ma obowiązek zapewnić komukolwiek model zarabiania, który działał przez kilka poprzednich lat?
Najpierw newsletter, potem Notes, a później już z górki.
Substack miał być miejscem dla tekstu. Potem pojawiły się Notes - krótkie wpisy - którymi można dzielić się z czytelnikami i z każdym kto będzie krążył w podobnych zainteresowaniach. Można tam wrzucać tekst, linki, zdjęcia, komentarze, filmy, a inni mogą odpowiadać, lajkować i dalej udostępniać.. znajome, co nie? Znowu kończymy w tym samym miejscu.
Substack ma dziś nie tylko Notes ale i natywne wideo, transmisje na żywo, klipy, podcasty, rekomendacje, rankingi i całą warstwę odkrywania treści wewnątrz własnej sieci. Miało być narzędzie do pisania i wysyłania newsletterów a wyszedł pełny ekosystem publikowania, odkrywania i monetyzacji. No i niekończącego się przewijania scrolla..
Wyhodowany model internetu.
To nie jest narzekanie na Substacka. To tylko zwrócenie uwagi, że kręcimy się wokół tego samego modelu: bądź głośny, bądź często i linkuj, gdzie się da. I to nie jest wina ludzi – ludzie się przestawią w momencie przestawienia algorytmu Google i tym podobnych wyszukiwarek. Gdyby od jutra Google jako wymóg lepszego pozycjonowania oczekiwał kawałka gołej dupy w każdym poście, to internet świeciłby golizną.
Dla mnie jako obserwatora internetu, to już żadna nowość, że każda nowa platforma, która pojawia się na horyzoncie, prędzej czy później zostaje dopasowana do tego samego modelu: jeżeli chcesz być widoczny, musisz być aktywny..
Linkuj, więcej linkuj, pisz, dużo pisz, regularnie, komentuj, udzielaj się, podawaj dalej, buduj społeczność i nie znikaj. Nie pozwól, żeby internet o Tobie zapomniał. I tak powstaje człowiek, który siedzi przed komputerem i zamiast pisać tekst, przez 70% czasu komentuje cudze teksty i wrzuca swoje górnolotne teksty o szumiącej trawie, żeby algorytm nie uznał, że umarł. To oczywiście trochę upraszczam.
Widziałem konta na Substacku, które opowiadają o ograniczaniu korzystania z telefonu, widziałem teksty o odcinaniu się od iPhone'a 😂, o odzyskiwaniu uwagi, że nie potrzebujemy ciągłego bodźcowania. Wchodzę na taki profil. Pięć postów dziennie, pięć artykułów w tygodniu, komentarze i restacki. Ich cyfrowy minimalizm zaczyna przypominać dietę pudełkową, w której codziennie dowożą Ci siedem pudełek z napisem "Nie żryj tyle".
Autor tamtego wpisu o odpływającej liczbie subskrybentów, nawet proponował nowy model, żeby łączyć się w grupy piszących i dzielić się przychodami.. Kto wie? Może Ci na górze to zauważą.
Rozumiem jednak jego frustrację. Właściwie to staram się. Jeżeli zbudował sobie model życia oparty na określonej liczbie płatnych subskrybentów, a ta liczba zaczyna spadać, to nie jest to problem filozoficzny, to przyziemny problem związany z prądem i tym co jutro zjeść. Zaczął szukać winnych, wskazywać palcem na platformę, przypływ darmowych treści, nowych użytkowników, innych twórców albo ludzi, którzy publikują za darmo. Dużo tego..
Ale halo?! Wcześniej sam korzystał z dokładnie tej samej mechaniki. Chciał być widoczny? Docierać do większej liczby ludzi? Zdobywać subskrybentów? Mieć więcej wyświetleń? Teraz jest zdziwiony, że inni też tego chcą. Tylko Substack nie nauczył ludzi takiego zachowania, a odziedziczył je po całym internecie.
Ciekawsze rozwiązanie: własny kawałek internetu.
Nie zakładaj kolejnego konta. Załóż stronę w internecie. Pisałem już o tym kiedyś! I dalej do tego szczerze zachęcam.
Nie musi być idealna, nie musi mieć animacji, formularza zapisu, czatu, linków do FB, systemu rekomendacji i przycisku "zostań płatnym subskrybentem". Kup domenę, postaw stronę, napisz coś i tyle. A jak trochę już popiszesz, to zaczniesz trochę przy niej dłubać. Podoba Ci się gruba czcionka - zrobisz grubą czcionkę. Tło przypominające tapetę z lat 90? Będzie tapeta jak z Windowsa 98 albo Twojego pokoju z tamtych lat.
Może dorzucisz jakiś licznik odwiedzin, który będzie przez trzy lata pokazywał 000124, bo właśnie tyle osób faktycznie weszło na stronę. I bardzo dobrze. Za jakiś czas ktoś wejdzie na Twoją stronę i pomyśli "O kurdę, fajna strona!" i w sekcji "Czytam również" wpisze adres Twojej strony, a Ty wpiszesz jego. Nie będzie za tym systemu rekomendacji, który uznał, że skoro przeczytałem trzy teksty o internecie, to przez następne dwa tygodnie powinienem oglądać wyłącznie teksty o internecie. Będzie człowiek: "Lubię tego gościa. Poczytajcie sobie." Koniec algorytmu.
Platformy społecznościowe mają przecież własne interesy. Ty masz swoje i dobrze żebyś o tym pamiętał. Bo kiedy zaczynasz patrzeć na relację autora z czytelnikiem przez pryzmat wykresu przychodów, to coś tu nie gra.
"Kocham moich czytelników."
No oczywiście ale najbardziej.. kiedy wykres rośnie. Wtedy taka miłość ma bardzo ciekawą korelację z miesięcznym przychodem. Eh.
Dlatego gdybyś miał dziś zaczynać od zera, nie zastanawiaj się, czy Twoja nazwa użytkownika "zielonypolonez" jest jeszcze wolna na YT, FB, Instagramie, Substacku i siedemnastu innych platformach, które właśnie powstały.
Sprawdź, czy wolna jest domena:
zielonypolonez.pl
I jeżeli jest - bierz; bierz, twórz i pisz wtedy, kiedy masz coś do powiedzenia a NIE to, co aktualnie ma zasięgi. Uwierz mi - to się po prostu lepiej i pisze i czyta :)
Cześć!
Komentarze
Prześlij komentarz