Tak astanawiam się, dlaczego internet sprowadza skomplikowane ludzkie doświadczenia do prostych porad typu "10 sposobów na…”- jakby życie można było naprawić według gotowej instrukcji.
Instrukcja obsługi człowieka.
Pełno jest takich artykułów, było pełno kiedyś, jest pełno dzisiaj i pewnie za dziesięć lat nadal ktoś będzie pisał "7 sposobów na.., "10 tricków jak..". Myślę, że jako cywilizacja doszliśmy do momentu, w którym nawet nuda wymaga instrukcji obsługi, zamiast usiąść i pomyśleć, co właściwie chcemy robić.
Jest sobie typowy poradnik. Pal licho, kiedy dotyczy rzeczy, które można potraktować jak instrukcję. Jak domowym sposobem odetkać rurę w odpływie zlewu, jak wyczyścić przypaloną patelnię - też szukałem. Mam konkretny problem, konkretną czynność i jakiś w miarę konkretny rezultat; jak ktoś napisze mi, że soda oczyszczona może pomóc na coś tam, a ja to sprawdzę i okaże się, że faktycznie działa, to nie będę prowadził filozoficznej dyskusji o naturze doświadczenia, tylko podziękuję internetowi i wrócę do życia. Ten sam model przenosimy na człowieka i jego życie: "10 sposobów na poprawę jakości życia", "7 rzeczy, które musisz zrobić, żeby być szczęśliwym" - tego kompletnie nie rozumiem.
Traktujesz własne życie jak cieknący kran?
Spójrz na siebie. Ja też patrzę na siebie. Nie ma drugiego takiego człowieka jak Ty. Masz określone cechy fizyczne, charakter, zainteresowania, rzeczy, które lubisz, rzeczy, których nie trawisz, doświadczenia, powodzenia, porażki, relacje, wspomnienia i pewnie całą masę wydarzeń, których nawet nie pamiętasz. To Twój indywidualny kod doświadczeń; taki autor internetowego poradnika też ma swój indywidualny kod. A internet? Robi z człowieka funkcję: podajesz problem, wykonujesz dziesięć instrukcji i oczekujesz wyniku: dodaj parametr "zły humor" i odbierz z drugiej strony "szczęście == true".
Teraz przypomnij lub wyobraź sobie dzień lub jakiś bliżej nieokreślony okres czasu, w którym wszystko nie układało się po Twojej myśli. Zdarza się każdemu - coś się jedno poprawiło, to zje-psuło sie trzy kolejne. Kolejny dzień, wstałeś lewą nogą, ktoś od siódmej rano wierci w ścianie, szef też wstał lewą nogą, kłótnia z niczego w domu a za oknem pada. Dni mijają, szansy poprawy narazie nie widać ale starasz się sam naprawić, więc wieczorem łapiąc głeboki oddech, otwierasz przeglądarkę i wpisujesz: "jak poprawić jakość życia", "jak odczuwać przyjemności", czy jeszcze jakieś podobne zwroty.
Internet czeka z takimi poradnikami.
A tam co znajdziesz? Spacer, medytację, ćwiczenia, zdrowe jedzenie, ograniczenie telefonu, sen, kontakt z naturą, prowadzenie dziennika, wdzięczność i oczywiście świeczkę zapachową lub tybetańskie kadzidełka. Tylko że ja nadal nie wiem, dlaczego to ma działać akurat na mnie? Żadna z tych rzeczy nie zna mojego życia.
Człowiek to nie prosta funkcja
Drażni mnie spłycona konstrukcja tych poradników, ponieważ nie dostajesz w nich doświadczenia autora, tylko instrukcję.
"Zrób to".
"Przestań robić tamto".
"Dużo śpij".
"Uśmiechaj się".
Dobrze. Ale ja nie wiem.. jak nawet wysypiać się porządnie! Usmiechać się? Do kogo, za co? Szef rano opier.. a ja mam wyjść po 15:30 i uśmiechnąć się do przypadkowej osoby? Nie bedę w stanie. Być wdzięcznym? Mój mózg napewno pominie jakiś drobny dobry gest, będę zamyślony żeby nawet to dostrzec, burknę i się nie odwdzięczę. Zdrowo się odżywiaj? 💩 na to.. mam tak podły humor, że jedyne czego mi trzeba do zestaw BigMac i litrowe lody Diuna z Biedronki. Dostrzegaj swoje mocne strony? Nie mam. Albo mam, tylko dzisiaj ich nie widzę, bo jestem zmęczony a ostatnią rzeczą której potrzebuję, jest kolejny człowiek z internetu mówiący mi, żebym wieczorem wypisał pięć rzeczy, za które jestem wdzięczny.
Serio, jak mam zły ciąg zdarzeń, który ciągnie się dniami i tygodniami, to takie poradniki brzmią dla mnie jak lelum polelum, jak wazelina, która nigdy nie otrzymała porządnego kopa od życia.
Piszą o metodach, sposobach, poradach, a napisał ktoś co zrobił, kiedy nie chce się nawet zacząć? A jak zaczął, to czy sposób zadziałał po miesiącu? Po pół roku? Jak czuł się po 1 dniu albo 5. Ile trzeba mieć w portfelu na wdzięczność? Czy ktoś opisał subtelne niuanse tych zmian? Czy faktycznie zmieniły ich życie? Czy po prostu, w 8 punkcie poradnika jest "bądź wdzięczny", a pod spodem reklama notatnika za 49,99zł, żeby mieć gdzie dziękować.
Tego bardzo często nie ma; jest za to lista i najlepiej ponumerowana, bo numerowane punkty dają człowiekowi poczucie jakiegoś porządku.
Kim naprawdę jest autor?
Kim jest człowiek, który takie rady daje. Nie chodzi o dołączanie aktów urodzenia pod artykułami ale jeżeli ktoś pisze mi, jak być szczęśliwym, jak poprawić jakość swojego życia, to chciałbym wiedzieć więcej o człowieku, niż jego fotografia w lnianej koszuli na tle zachodu słońca.
Kim jesteś? Co robisz? Jak żyłeś? Co Ci się nie udało? Jak wyglądało Twoje życie zanim zacząłeś mówić innym, jak mają żyć? Bo może autor tego poradnika wychowywał się w bardzo zamożnej rodzinie, wszystko miał podsuwane pod nos, nigdy niczego mu nie brakowało, a jego największym stresem do osiemnastego roku życia była nadchodząca matura. I teraz taki gość pisze mi, że kiedy mam gorszy dzień, powinienem zapalić lawendową świeczkę, odłożyć telefon i zrobić sobie kąpiel.
Tylko że moje dzieciństwo wybrukowane było… I tutaj wstaw sobie swoją historię - świeczka raczej nie pomoże. Tego właśnie nie rozumiem, skąd wzięła się ta wiara, że człowieka można naprawiać uniwersalnymi metodami. 8 miliardów ludzi na Ziemi, każdy inny, każdy inaczej życia doświadcza ale sposoby na.. takie pospolite i tylko ich 10. Rozumiesz dwuznaczność? Ty - niepowtarzalny, 10 sposobów na - wszyscy do jednego wora. Żyjemy w dwuznaczności choć nie zdajemy sobie z tego sprawy: masz indywudualne potrzeby a sugerujesz się tym co reszta. (pisałem kiedyś o tym tutaj).
Tak sobie myślę, ok. Jeżeli ktoś pokazuje mi badanie, eksperyment, dane, metodologię i wynik, to zupełnie inna rozmowa. Mogę się z tym zgadzać albo nie, mogę przeczytać więcej, mogę sprawdzić źródła, mogę spróbować zrozumieć, jak coś zostało zbadane i czy może mieć zastosowanie do mojego przypadku.
Niepewność się nie klika.
"10 sposobów na lepsze życie" nie daje mi tego. Daje mi listę czynności i tytuł, który już na wejściu obiecuje rezultat: lepsze życie, więcej szczęścia, więcej energii. Krótko, i bez niewygodnego fragmentu, w którym trzeba przyznać, że człowiek może coś robić przez trzy miesiące i nadal nie dostać gwarantowanego rezultatu.
Zresztą zobacz, jak działa sama obietnica.
"Trzymiesięczny program poprawy zdrowia z 70% prawdopodobieństwem uzyskania pozytywnego efektu" brzmi jak coś, co powinno mieć załączoną zgodę komisji bioetycznej. Taki komunikat jest uczciwszy, ale nie ma obietnicy szybkiego rezultatu i zostawia miejsce na niepewność, a niepewność nie sprzedaje się w internecie.
Kiedy jednak ktoś mówi: rób coś przez kilka miesięcy i zobaczymy, co z tego będzie. Jest problem, bo człowiek musi wykonać znienawidzoną czynność - robić coś regularnie, mimo że efekt nie pojawi się jutro rano albo w ogóle się nie pojawi. Dlatego znacznie lepiej sprzedaje się szybki sposób NA, bez jakiegoś wiekszego wkładu. Na lepszy humor, na pieniądze, na biznes. Najlepiej taki, który nie wymaga zbyt wiele, nie zabiera zbyt dużo czasu i nie każe czekać, bo czekanie to kiepski model biznesowy.
Cześć!
Komentarze
Prześlij komentarz