Blockchainy nie są postrzegane jak produkty, tylko jak żywe, długoterminowe narracje, w które ludzie są emocjonalnie i ekonomicznie wrośnięci.
Kiedy pojawia się nowy komunikator, przeglądarka czy konsola do gier, użytkownik może ją porzucić praktycznie bez emocji i przejść do konkurencji. W świecie blockchainów wygląda to inaczej, ponieważ ludzie nie inwestują wyłącznie czasu w naukę danego systemu (o ile ktoś w ogóle chcę się nauczyć). Inwestują również pieniądze, przekonania, nadzieje, a często także część swojej tożsamości. Z czasem wokół projektu powstaje społeczność, własny język, zestaw wartości i wizja przyszłości. Technologia staje się tylko jednym z elementów większej opowieści.
Dlatego historia Bitcoin|ów jest w dużej mierze historią konkurujących ze sobą narracji. Aby zrozumieć późniejsze podziały, konflikty i wojny ideologiczne, trzeba wrócić do momentu, w którym pojawiła się pierwsza z nich.
Miliony ludzi jako darmowe laboratorium.
Potem zaczyna się eksperyment w czasie rzeczywistym, bo w ciągu kilku lat pojawiają się setki, tysiące i miliony użytkowników, potem dziesiątki, potem całe rynki, giełdy, instrumenty finansowe, analitycy, media i polityka. Z punktu widzenia kogoś kto wdrożył technologię, masz taką sytuację, w której Twoje rozwiązanie żyje własnym życiem i jest testowane przez masy ludzi, którzy nie tylko go używają, ale robiąc to kompletnie za darmo, zostawiają po sobie ślady w postaci błędów, dokumentacji, konfliktów i niezamierzonych użyć w warunkach, których nie da się zasymulować w laboratorium. Z boku wygląda to tak, jakby twórca siedział gdzieś w tle i po prostu obserwował, jak jego idea jest rozciągana, reinterpretowana i przeciągana w różne strony przez tysiące niezależnych decyzji, z których żadna nie jest centralnie sterowana.
No i się zaczyna..
Zachowanie z podręcznika - pojawiają się nowe pomysły, ludzie się kłócą, są konflikty ale jednocześnie nie zawsze chodzi o aktywne psucie czegokolwiek, bo często wystarczy sama pasywna blokada zmian wynikająca z lęku przed utratą kontroli, z chęci zachowania status quo, albo z klasycznego: a nuż będzie gorzej. W systemach otwartych działa to jak naturalny hamulec: nie jest ani dobre, ani złe - po prostu jest.
"Cyfrowe złoto" jako przejęcie narracji.
I w miarę jak system rośnie, zaczyna być coraz bardziej jasne, że im coś jest bardziej wartościowe, tym bardziej przyciąga interesy, konflikty i optymalizację pod zysk. W pewnym momencie rynek, giełdy i duże podmioty zaczynają nadawać mu własny kierunek ekonomiczny, który niekoniecznie ma już cokolwiek wspólnego z pierwotną intencją, tylko z tym, co jest najbardziej opłacalne w danym układzie sił. Zaczyna się narracja cyfrowego złota, czyli BTC jako store of value, jako coś co ma być raczej magazynem niż codziennym środkiem płatniczym. W tym momencie pierwotna wizja elektronicznej gotówki zaczyna być traktowana jako alternatywna interpretacja.
Fork - świadomy sposób rozdzielenia niezgodnych wizji.
I tak powstaje Bitcoin Cash - hard fork Bitcoina z 2017 roku, który można by roboczo nazwać BTC v.2, bo narracyjnie próbuje wrócić do idei "cash", elektronicznej gotówki, szybkich transakcji i taniego użycia. W swojej istocie jest nie tyle nowym systemem, co ujawnieniem rozbieżności interpretacyjnej, bo okazuje się, że to co dla jednych było naturalną ewolucją w stronę bezpieczeństwa i wartości, dla innych było zdradą pierwotnej idei elektronicznej gotówki. System bez właściciela nie ma mechanizmu rozstrzygnięcia: "co jest właściwym kierunkiem", więc jedyną możliwą reakcją jest separacja.
BTC v.2 (BCH) zaczyna żyć własnym życiem, z własną grupą deweloperów, testerów, własnymi pomysłami i własnymi niepowodzeniami. BCH nadal działa w tym samym świecie sił, gdzie BTC już ma efekt sieciowy, płynność i dominującą narrację, więc nawet jeśli technicznie idea "cash" jest bardziej zgodna z pierwotnym opisem, to ekonomicznie nie startuje z tego samego poziomu, tylko z pozycji alternatywy wobec już ustalonego standardu. Zaczynają się wewnętrzne napięcia, spory o skalowanie, konflikty ideologiczne i próby "oczyszczania wizji". Okazuje się, że poprzednie rozdzielenie nie zakończyło problemu, tylko go przeniosło na niższy poziom i..
Pojawia się kolejny rozłam.
Bitcoin SV (BSV), który można by nazwać BTC v.3, powstaje w listopadzie 2018 jako kolejny hard fork - tym razem z łańcucha BCH - i jest próbą wyciągnięcia lekcji z dwóch poprzednich rozgałęzień, próbą maksymalnego oczyszczenia interpretacji, przywrócenia jednego, spójnego kierunku i usunięcia kompromisów, które wcześniej prowadziły do rozmycia wizji. Idea skalowania on-chain, dużych bloków i wysokiej przepustowości staje się nie dodatkiem, tylko rdzeniem całej konstrukcji. To, że BSV opisuje się jako przywrócenie oryginalnego protokołu i wizji Satoshiego, jest jednocześnie kluczową osią sporu z resztą ekosystemu, który tę narrację w dużej mierze odrzuca – stąd tak silne napięcia wokół tej gałęzi historii Bitcoina. I jeśli BCH był już separacją od BTC, to BSV jest separacją od separacji, czyli momentem, w którym system nie tylko się rozdziela, ale zaczyna porządkować własną historię poprzez usuwanie rozbieżnych interpretacji, co w praktyce oznacza jeszcze większą spójność wewnętrzną, ale jednocześnie jeszcze większe oddalenie od reszty ekosystemu, który poszedł inną drogą.
W największym uproszczeniu, jeśli spojrzeć na deklarowane założenia techniczne i architekturę, oznacza to trzy różne optymalizacje tego samego rdzenia, które przesuwają system w inne strony:
Z tej perspektywy Bitcoin - w swojej najczystszej postaci - przestaje być projektem, który da się ocenić jak kolejną wersję oprogramowania, a zaczyna bardziej przypominać eksperyment. Kod był tylko punktem startowym: prosty pomysł na peer‑to‑peer electronic cash. Prawdziwy proces zaczął się dopiero wtedy, gdy sieć została wypuszczona w świat i zaczęła być używana przez ludzi, z których każdy miał własny model w głowie, czym ten system powinien być.
Bitcoin był wielokrotnie przycinany i łatany: wyłączono część oryginalnych opkodów Scriptu, bo budziły obawy o bezpieczeństwo, dorzucono limit 1 MB na blok, który później stał się osią całej wojny o skalowanie, ograniczano pakowanie dowolnych danych w łańcuch. Jednocześnie dokładano nowe warstwy: P2SH, SegWit, Taproot - wszystko w duchu małe, bezpieczne soft‑forki, żadnych drastycznych hard‑forków.
Który Bitcoin wygra?
Nie wiem, który Bitcoin wygra ostatecznie, ale jedno wydaje się mało prawdopodobne: że zwycięzcą okaże się BTC v1 rozumiany jako to czego nie wolno ruszać. Gdyby systemy tego typu naprawdę zamykały się w pierwszej stabilnej wersji i nigdy nie były podważane przez realne użycie, to dzisiaj nadal siedzielibyśmy w świecie Windowsa 3.11, a pierwszego Uniksa traktowalibyśmy jako ostateczną formę systemu operacyjnego.
BTC v1 przypomina dziś jednocześnie starą cytrynę i starego Malucha 126p. Z jednej strony wyciska się z niego ostatnie krople, doprawiając znany smak kolejnymi dodatkami. Z drugiej - montuje się coraz mocniejszy silnik (rosnący hashrate), licząc, że sama moc rozwiąże ograniczenia konstrukcji. Problem w tym, że istnieje moment, w którym dalsza optymalizacja przynosi coraz mniejsze efekty. Wtedy naturalnym krokiem nie jest kolejne doprawianie starego przepisu ani kolejny tuning, lecz zaprojektowanie czegoś od podstaw z wykorzystaniem doświadczeń zdobytych po drodze.
W systemach otwartych pierwsza działająca wersja nigdy nie jest wersją końcową - jest tylko pierwszą, która przeżyła kontakt z rzeczywistością. A rzeczywistość, gdy raz wpuści się do niej miliony użytkowników, nie akceptuje jednej definicji systemu, tylko rozbija go na konkurujące interpretacje: jedni widzą w Bitcoinie cyfrowe złoto, inni nadal widzą elektroniczną gotówkę p2p, jeszcze inni infrastrukturę pod Lightninga i kolejne warstwy.
Stąd biorą się trzy Bitcoiny w obiegu: BTC, BCH i BSV. Każdy z nich jest odpowiedzią na to samo pytanie: po co jest ten system, ale udziela jej inaczej:
- BTC : superbezpieczne cyfrowe złoto i warstwa rozliczeniowa,
- BCH : codzienna waluta z tanimi płatnościami on‑chain,
- BSV : techniczny kręgosłup całego internetu.
Kodowo każdy z tych światów można by znowu skroić tak, by wyglądał podobnie - reguły konsensusu da się zawsze przepisać, a nowe węzły (takie jak Teranode, zbudowane z mikroserwisów pod miliony TPS) są kwestią architektury. Tyle że ludzie nie są tak plastyczni jak C++: społeczności wybrały swoje ścieżki, swoje memy i swoich liderów, więc nawet jeśli protokół można byłoby z powrotem ujednolicić, to wizji, które za nim stoją, już raczej nie.
Cześć!
**Gwarantuję Ci niezmienność moich treści**
Hash artykułu:
ID transakcji: sprawdź OP_RETURN [tag Relax4000] i porównaj jego hash
I found you via the Blockchain while searching as to what a so-called blind investment is doing with my 20 BSV
OdpowiedzUsuńhttps://whatsonchain.com/address/1JFHhKU74R63tnEohaffpcN6C6sWaeYA2V?__cf_chl_f_tk=rhhur1gE98lAJ.kCNse2UeqbP6x7b9e1liT4tD938ek-1782852316-1.0.1.1-IfG1UNbLjSWX9jMhHrw1eXgUK3rf1P6kZDbpHtokyUs
Good morning!
OdpowiedzUsuńNice to meet you!
Is there anything I can help you with? Have you fallen victim to a scam?